Zbieram siły

Ostatnio dopadł mnie jakiś dziwny dołek. Nie wiem skąd to się przypętało, ale trwa już kilka tygodni. Początkowo to była wina pogody; wiadomo, kiedy za oknem szaro – motywacja ucieka, gdzie pieprz rośnie. Bardzo długo stawiałam opór i nie chciałam dać się przybić temu smętnemu nastrojowi, ale wreszcie i ja poległam… Za każdym razem gdy już było mi lepiej, dopadało mnie coś nowego. 
Nie myślcie, że tylko dlatego nic nowego się nie pojawiało. Te ładne, ciepłe dni spędzałam inaczej przed komputerem, a doba stała się dla mnie zbyt krótka, by nadrobić zaległe posty. Jak zawsze obiecywałam sobie być sumienna, przygotowywać wszystko odpowiednio wcześniej, ale co tu kryć… Nie opanowałam tej trudnej sztuki; nie potrafię dziś zajmować się wpisem, żeby za tydzień był opublikowany jako idealny. To właśnie stąd chaos w moich wpisach. 
Pozdrawiam was cieplutko! I obiecuję pisać. Nie wiem kiedy, nie wiem jak często, ale obiecuję  :-D

~Leseratte

W obiektywie

Przeczytałam gdzieś, że kiedy trzymamy aparat, stajemy się bardziej wrażliwi na to, co nas otacza. Na pewno jest w tym krzta prawdy. Może to kwestia tego, że wtedy sama szukam najlepszych kadrów, staram się znaleźć najlepsze światło i ciekawe połączenia kolorów. 
W ubiegłym tygodniu trochę pobiegałam po okolicy. Najlepsze zdjęcia i tak (moim zdaniem) wyszły w moim ogródku  :-P

DSC02216DSC02223 DSC02226

Czasami zabieram ze sobą aparat, kiedy gdzieś jadę rowerem. Ostatnio mniej jeździłam sama, a więcej z kimś, dlatego też nie miałam okazji by zrobić jakieś ciekawsze zdjęcia. 

DSC02234 DSC02236

Lubicie się czasem gdzieś wybrać tylko po to, by poszukać tego „czegoś” wartego sfotografowania? :) Ja potrzebuję do tego odpowiedniego nastroju. Zdarza się też, że nie mam przy sobie nic poza komórką, dzięki temu wiem, że przy dobrym świetle też się spisuje. 

Podróż do ulubionej powieści

Ostatnio było kilka słów o Rzymie; dzisiaj miało być o Watykanie, ale… Tego samego dnia jeszcze przed zwiedzaniem Bazyliki św. Piotra byłam na moście św. Anioła. Pogoda była cudowna; rozładowany aparat odrobinę popsuł mi humor, ale jakoś sobie poradziłam… Przy dobrym oświetleniu aparat w mojej komórce daje radę.

To był wymarzony początek takiego zwiedzania. Już pominę fakt, że akcja jednej z moich ulubionych książek toczy się m.in. własnie w Zamku św. Anioła. To miejsce mnie zaczarowało…

20170601_112207

 Na moście znajdują się anioły, każdy z nich ma jeden z atrybutów męki pańskiej; każdy zachwyca; każdego stworzył Bernini.

20170601_111445Jeśli ktoś tak jak ja potrafi godzinami rozpływać się nad sztuką, to wie co czułam spacerując po moście w te i z powrotem. 

20170601_111803

Wciąż nie potrafię odpowiednio dobrać odpowiednich słów, by opisać mój zachwyt nad tym miejscem; mogłabym tam siedzieć w transie przez cały dzień. Ba! Mogłabym tam spędzić cały tydzień i nadal by mi się nie znudziło.

20170601_111733

Sama nie wiem, czy któryś anioł jest piękniejszy od innych… Chyba nie…

20170601_111854

Kilka razy wracałam do tej rzeźby, żeby zrobić jej zdjęcie, ale gość na ramieniu nie odpuszczał. Ostatecznie okazał się być bardziej wytrwałym ode mnie i jest na każdej fotce  ;-)

Mam wrażenie, że strasznie krzywdzę te biedne obrazki, aż tak bardzo je zmniejszając  :-|
A na koniec mam jeszcze dla Was link do ciekawego postu właśnie o moście św. Anioła – klik.

Czas na rower

Ostatnio narzekałam na złą pogodę i pisałam o tym, jak to radzę sobie z nudą. Ktoś na górze chyba usłyszał moje narzekanie na wiatr i chłód, dlatego w tym tygodniu uraczył mnie solidnym deszczem… Tuż po tym jak umyłam auto…

Na pewno już kiedyś wspomniałam o tym, że nie cierpię biegać. Prawdopodobnie gdybym zaczęła i złapała bakcyla, to szybko bym to pokochała, ale problem w tym, że nie mogę się zmobilizować, by zacząć  ;-) Za to kocham jazdę na rowerze. I to nie byle jakim. Na moim. Na tym, który ma już swoje lata, ale jest wprost niezastąpiony. Próbowałam już wielu innych, bo zbliża się czas, by go wymienić, ale jakoś żaden mi nie pasuje. Moja teoria jest taka, że ten po prostu sam jedzie po okolicznych ścieżkach. Rowery miejskie odpadają, bo nie dają rady w terenie.
Dla mnie jazda rowerem jest jak medytacja. Zawsze kiedy mam coś do przemyślenia, kiedy muszę się wyciszyć lub uspokoić, biorę rower i jadę przed siebie. W tym tygodniu miałam odrobinę stresu pomimo deszczów udało mi się wykraść kilka chwil dobrej pogody.

20170708_180722

We wtorek zrobiłam swój stały dystans; taki który robię zawsze, kiedy mi się nudzi.Wiatr niemiłosiernie uderzał mnie w twarz, ale na przynajmniej nie padało.

Wtorek1

W czwartek zdecydowałam się na dłuższy dystans, bo byłam bardzo zdenerwowana; cały dzień nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nie zwracajcie uwagi na czas… Po drodze spotkałam przyjaciółkę, z którą nie widziałyśmy się całe wieki i 2km przeszłyśmy, rozmawiając  ;-)

Czwartek1

Wczoraj na zmianę albo lało jak z cebra, albo świeciło ostre Słońce. Chciałam przejechać choć kilka kilometrów, potem zrobiło się naprawdę ładnie; wróciłam po butelkę wody i pojechała dalej. Nie przejechałam tyle ile zamierzałam, bo zaczęło się chmurzyć. Zaraz po moim powrocie do domu znów zaczęło lać…

Sobota 1a

Sobota 1b

A co Wy moglibyście robić cały czas? Co Was uspokaja?  ;-)

Wieczne Miasto

Jadąc do Wenecji miałam pewną wizję tego miasta. Jadąc do Rzymu – kompletnie nie. Może właśnie dlatego zrobił na mnie tak ogromne wrażenie. Zdecydowanie dopisała nam pogoda, dzień był piękny, światło idealne do zdjęć, tłumy turystów – do zniesienia  ;-) Chyba za bardzo przywykłam do miejsc, gdzie trzeba dużo korzystać z wyobraźni, żeby cokolwiek zobaczyć. Poza tym raczej nie lubię, kiedy wszystko jest takie „naupychane”; wiedząc, ile zabytków można obejrzeć w Wiecznym Mieście, nie spodziewałam się tego, że aż tak bardzo mnie urzeknie. Czyli było na zupełnie na odwrót niż z Wenecją. 

Według mnie kilka godzin to za mało, żeby zobaczyć coś tak naprawdę. Jednak wystarczy, żeby wyrobić sobie wstępną opinię na temat jakiegoś miejsca i człowiek od razu wie, czy chciałby tam jeszcze wrócić w przyszłości. Do Rzymu zdecydowanie bym chciała. 

DSCF1814

Przyznam, że to było coś niesamowitego. Widziałam już wiele miejsc, o których wcześniej czytałam, ale nigdy nie miałam takiego uczucia, które towarzyszyło mi tym razem. 

DSCF1819

Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tego, że obraz w Panteonie wygląda prawie jak ten licheński. Niestety wszystkie zdjęcia, które zrobiłam w środku są rozmazane, bo akurat tam był tłok i było ciężko zrobić zdjęcie tak, żeby nikt mnie akurat nie przepchnął  :-|

DSCF1850

Wilczyca, która dziś „strzeże” Forum Romanum niestety nie jest oryginałem, tamta znajduje się w bezpiecznym muzeum, gdzie nie straszna jej aura i dziwne ludzkie pomysły…
DSCF1851

Właściwie to chyba najbardziej czekałam na Forum Romanum. Byłam ciekawa jak to wygląda tak naprawdę, bo poświęca się temu wiele czasu (cała starożytność w szkole średniej przerabiana jest ok. 4 razy…), ale większość ilustracji to ryciny a nie zdjęcia. Po prostu uwielbiam takie miejsca, w których czas się zatrzymał!

DSCF1869

Koloseum zachwyca swoim ogromem. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać, żeby wejść do środka. Ale nawet gdyby – i tak byłoby warto.

DSCF1888

Tylko, że ja nie do końca nadaję się do takich miejsc… Każde miejsce związane z ludzkim cierpieniem przyprawia mnie o ciarki na plecach i powoduje, że długo nie potrafię przestać o nim myśleć…

Jakie miejsca spowodowały, że na zawsze będziecie je pamiętać jako wyjątkowe? Jak dla mnie pierwsze miejsce ciągle zajmuje Drezno. Zawsze byłam pewna, że nic tego nie zmieni. Po wyjeździe do Włoch muszę stwierdzić, że zbyt wiele jeszcze nie widziałam, żeby się tak upierać  ;-)