Paczka pełna kosmetyków

Wcześniej pisałam, że biorę udział w konkursie na blogu Czerwona Filiżanka  i muszę się pochwalić, bo moje zdjęcie, które było odpowiedzią na temat „Szczęście”, właśnie…przyniosło mi szczęście  ;-) Paczka przyszła do mnie już kilka dni temu.

Paczka z kosmetykamiKosmetyki pachną niesamowicie! Przyszły do mnie tuż po tym, jak napisałam post o kosmetykach, które pokochałam za zapach i już nie zdążyłam go poprawić, ale na pewno by się tam znalazły – zwłaszcza ten o zapachu jogurtu truskawkowego… Rozpływam się, kiedy czuję ten zapach. 

Co u was ciekawego? Ja mam teraz w planach dość luźny tydzień; mam nadzieję, że nie skończy się jak zwykle, czyli na niezrobieniu niczego…

Moje słabości

Jestem absolutnym freakiem jeśli o chodzi o zapachy. Nie zawsze przyciągają mnie piękne opakowania, rzucające się w oczy kolory lub fikuśne ozdóbki, za to kupuję zdecydowanie zbyt dużo pachnących rzeczy – zawieszki do powieszenia w szafie, pachnące świeczki, świeczuszki, podgrzewacze, aromaty, ostatnimi czasy także zapachy samochodowe no i oczywiście: kosmetyki. Kremy do rąk, pomadki, błyszczyki, niektóre cienie i pudry też są perfumowane, a no właśnie…perfumy to też mój słaby punkt. Za to dzisiaj pokażę Wam trzy żele do kąpieli, które kupiłam ze względu na zapach jakiego się spodziewałam.

DSC02004

Ten z Dove to jest po prostu cudo, niestety już go nie zostało zbyt dużo, ale mam jeszcze balsam o tym samych zapachu i one działają bardzo podobnie. Po ich użyciu skóra staje się gładka i delikatna, naprawdę bardzo go lubię  ;-) W dodatku ma kremową konsystencję, którą bardzo lubię.

Ten z Bielendy kusił mnie bardzo… W końcu taka kompozycja olejków to musi być istna uczta zapachów  ;-) Pachnie bardzo ładnie, chociaż niezbyt intensywnie; spodziewałam się naprawdę mocnego zapachu, ale może to dobrze, że taki nie jest. Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów. No tak; zapomniałam dodać – to nie żel, a olejek do kąpieli. Mam jeszcze mleczko do ciała z tej samej serii. Ich działanie jest bardzo podobne do poprzedników z Dove, ale mam wrażenie, że dłużej trzeba czekać na efekt  :-|

Za to jeśli chodzi o żel z „Le petit marseillais” to chyba jeszcze nigdy nie słyszałam zbyt wiele o ich działaniu; wszyscy mówią o ich zapachu! Mój to „biała brzoskwinia i nektarynka”; zapach wypełnił całą łazienkę, jest po prostu cudowny! 

Jak widzicie nie mam jednego ulubionego zapachu – uwielbiam wszystkie!  :-D A jakie są wasze ulubione?

„Ciało obce”

Happysad

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, że bardzo lubię zespół Happysad, to najprawdopodobniej nie zagląda tu zbyt często, bo pisałam o tym już wiele razy  ;-) Niedawno do mojej kolekcji dołączyła ich najnowsza płyta – „Ciało obce”. Sama nie wiem, czy zrobiłam dobrze, że ją kupiłam. Zdecydowanie najbardziej odpowiada mi ten „stary” Happysad, bo to od tamtych piosenek wszystko się zaczęło; cała moja miłość.
Poprzednia płyta „Jakby nie było jutra” była dość mocno krytykowana. Ja nie miałam z nią żadnego problemu; przesłuchałam parę razy i stwierdziłam, że to przecież wciąż jest ta muzyka, którą tak lubię! To nie było do końca to, co znałam, ale chyba po cichu liczyłam, że to taki „eksperyment”. Może dlatego ten krążek mnie zawiódł… Liczyłam, że nadszedł czas na „powrót do początków”, trochę się przeliczyłam. Mam wrażenie, że coraz bardziej uciekają od tej muzyki, którą tworzyli kiedyś  :-|
Wiem, że rozwój artystów zawsze jest ciężki dla fanów, bo są przyzwyczajeni do czegoś zupełnie innego. Jak dla mnie ta płyta jest trochę ciężka. Jeszcze nie udało mi się jej przesłuchać w całości, bo mnie to męczy. Tylko dwa lub trzy kawałki przypominają mi tą muzykę, do której tęsknię.  Tak czy siak zawsze będę śledzić co się dzieje z zespołem i co nowego wydają. Mam do nich ogromny sentyment. Sporo się u mnie działo, kiedy w moich słuchawkach wybrzmiewały tylko ich piosenki.

Macie ochotę na melodię, od której się nie uwolnicie?   :-D


Czas na tradycyjne pytanie do Was!  Czy też macie takie zespoły, z którymi Wasze drogi się rozeszły? Na pewno! A ja jestem ciekawa jacy to byli artyści  ;-)

Wesołego Alleluja!

Moi drodzy!
Życzę Wam, żeby te najbliższe, świąteczne dni były radosne, spędzone w gronie rodzinnym. Niech to będzie czas na to by zwolnić, naładować baterie. 
Są to święta, które zazwyczaj wyglądają tak, że przez dwa dni się siedzi i je, więc życzę też, żeby tych dodatkowych poświątecznych kilogramów nie było zbyt dużo, a jeśli będzie, żeby szybko zniknęły – np. podczas uciekania w lany poniedziałek, dlaczego nie?  ;-)

Smacznego jajka i wesołego Alleluja! 
~Leseratte

Komedia na miły wieczór

Byliście w kinie na filmie „Wszystko albo nic”? Ja byłam i właściwie mi się podobał. Chociaż nie polecam ludziom wyczulonym na żarty ze stereotypów, bo jest ich tam całe mnóstwo; chwilami balansują na granicy dobrego smaku i zaczyna się robić żenująco. Niektórych kompletnie nie bawił ten humor i wychodzili… no właśnie – zażenowani, ale zdecydowana większość bawiła się naprawdę dobrze, bo śmiech niósł się po całej sali kinowej i tworzyło to taką miłą atmosferę  ;-)
Minusem całej produkcji jest polski dubbing. Już chyba wolałabym czytać napisy polskie, zamiast słuchania tego pięknego -mimo wszystko- sztucznego dźwięku… To jest tylko moja opinia – nie lubię filmów dubbingowanych, chociaż i tak najgorszym złem jest dla mnie lektor. Lubię filmy z napisami – nawet, kiedy napisy nie są zrobione porządnie, to jestem w stanie zrozumieć o co chodzi. Dubbing zupełnie odbiera mi tą możliwość, a myślę, że z językiem czeskim wcale nie poszłoby aż tak źle. 
Nie jest to film zbyt ambitny. Dialogi były na takim…powiedziałabym średnim poziomie. Sporo im brakowało i tutaj znów muszę dodać – może to być wina polskiej wersji językowej, niestety… 
To może teraz powiem, dlaczego mi się podobał?  :-D Zdecydowanym plusem jest obsada. Tatiana Pauhofová zgrała świetnie. Chętnie obejrzałabym ją w jakiejś innej roli, chociaż jak na razie znalazłam tylko epizodyczne role w jej wykonaniu. Może jeszcze coś znajdę  ;-) Jej gra aktorska bardzo dobra, ale z rolą tak różnie… Zawsze powtarzałam i będę powtarzać – nic mnie tak nie denerwuje, jak bohater, który nie wie, czego chce.  Dobrze się oglądało film, w którym wszystkie twarze (prawie  :-P ) były świeże. Oczywiście spodziewałam się zarówno Michała Żebrowskiego jak i Pawła Deląga, ale nie spodziewałam się Krzysztofa Tyńca  8-O Przez dłuższą część filmu zastanawiałam się, gdzie jest Paweł Deląg. W sumie nie dziwię się, że nie było go zbyt dużo na ekranie, bo jest lekarzem od wszystkiego, więc po prostu nie miał czasu, by ganiać za główną bohaterką. 

Film mi się podobał, ale może to dlatego, że obejrzę wszystko, w czym zagra Michał Żebrowski… To może być to  ;-)