Moje wspomnienia z podróży #2

Nie chciałabym opisywać tutaj tego, co można spokojnie wyczytać w wikipedii. Z resztą zawsze wyznaję tą zasadę, nie ważne czy to prezentacja do szkoły, czy mam komuś o czymś opowiedzieć. Chciałabym zacząć od Dubrownika, bo to jest miasto, w którym zdecydowanie można zakochać się bez pamięci. Dodam, że wpisane na listę dziedzictwa światowego UNESCO  ;-) Stare mury robią naprawdę ogromne wrażenie, kiedy się pod nimi przechodzi. Przechodząc po Dubrowniku można łatwo zobaczyć, które budowle są oryginalne, a które odbudowane.
Obiecałam sobie, że będę opisywać to, co ja najbardziej zapamiętałam z danego miasta. Szczerze mówiąc nie pamiętam wiele szczegółów, bo to był pierwszy dzień naszego zwiedzania i dopiero się odnajdywaliśmy. Na pewno pamiętam kolumnę Rolanda, podobno za jakiś czas mają postawić replikę, w miejsce oryginału. Niestety czas nie oszczędza niczego… Także ze spokojem mogę się pochwalić fotką z Rolandem  ;-)
Poza tym to w Dubrowniku dowiedziałam się co to są prawdziwe lody! Naprawdę. Jak to możliwe, że prosząc o jedną gałkę, dostaje się trzy razy taką jak u nas?  :cry: W ogóle codzienne wypady na lody stały się naszym rytuałem, ale to w Dubrowniku były najlepsze!
Z tym miastem kojarzy mi się jeszcze coś bardzo,bardzo pozytywnego. Padło hasło: kawa! Wszystkie szczęśliwe rozglądamy się po kawiarniach, bo tego co dostałyśmy do śniadania nawet ja (wielka amatorka kawy) nie ruszyłam. Rozmawiamy ze sobą, wybrałyśmy już miejsce. Kelner odsuwa nam krzesełka, musiał podsłyszeć nasz słowiański akcent i pyta „Russia? Hungary?”, na co my lekko zdezorientowane „Polska…”, a ten od razu cały rozpromieniony odpowiada „Polski też znam”. Zaczął nam opowiadać jaka to Polska jest fajna i w ogóle zachwalać. Teraz czytam to wszystko po raz kolejny i stwierdzam, że nie umiem opisać jak dziwna i jednocześnie miła była ta sytuacja  ;-) Zwłaszcza, że pan mówił na tyle głośno, że po chwili zbiegli się jeszcze jego koledzy. Mało tego pod koniec dnia, kiedy wymienialiśmy relacje, okazało się, że nie tylko my trafiłyśmy na tak miłych ludzi. Tak naprawdę to nie byłoby w tym nic, a nic dziwnego, gdyby to nie był nasz pierwszy dzień tam i gdybyśmy zdążyły się wcześniej przekonać jak ciepło reagują na Polaków, wszystkich, bez wyjątku. Tyle kilometrów od domu czujesz się swobodnie, bo każdy chce z Tobą rozmawiać w Twoim języku. Jak już się wydało, że jesteś z Polski to o rozmowie po angielsku nie było mowy  ;-)

Pogoda na zwiedzanie Dubrownika była idealna, bo nie było zbyt gorąco. Jednak kiedy już wracaliśmy dopadł nas deszcz. Ostatnie spojrzenie na Dubrownik w deszczu  :-P

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.