„Marcowe fiołki” Sarah Jio

To nie było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Wcześniej czytałam „Jeżynową zimę” jej autorstwa. Można powiedzieć, że obie książki są do siebie dość podobne – główne bohaterki rozwiązują zagadki z przeszłości. Poza tym w obu pojawia się motyw rośliny, jako symbolu, który jest oczywistym znakiem dla bohaterów.
Poznajemy Emily w trudnym dla niej momencie, jest w trakcie rozwodu, od lat zmaga się z blokada twórcza. Postanawiawyjechać na wyspę Bainbridge do swojej ciotki Bee. Spotyka tam swoją starą miłość, poznaje dość interesującego mężczyznę Jacka. Ten drugi jest na tyle tajemniczą postacią, że ciotka bardzo dziwnie na niego reaguje, z resztą on też zawsze czuje się zmieszany, kiedy rozmowa schodzi na tematy związane z Bee. Zaraz po przyjeździe do nowego miejsca zaczyna z nimi randkować. Nie jest to zbyt realistyczne, chociaż może to tylko mnie takie rzeczy się nie zdarzają.
Poza tym Emily znajduje stary pamiętnik tajemniczej kobiety – Esther, o której nikt nie chce rozmawiać. W pamiętniku czyta o jej nieudanym małżeństwie (Esther wyszła za człowieka, którego nie kochała), o jej prawdziwej miłości, o jej życiu, o jej córeczce.
Jaką rolę w życiu głównej bohaterki odegra pobyt na wyspie? Czy uda jej się odkryć prawdy o Esther? Jak całe to zamieszanie wpłynie na jej kontakty z matką? Kim jest kobieta, z którą spotyka się Jack?
Książka była dość przewidywalna, w miarę czytania byłam w stanie domyślić się zakończenia. Po przeczytaniu mogę powiedzieć, że poprzednia powieść, czyli „Jeżynowa zima”, bardziej mi się podobała.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.