Wschodnia Francja w jeden dzień.

Napisałam dzisiaj ostatnią próbną maturę. Jestem z siebie mega dumna, bo (poza matmą) chyba poszło mi całkiem nieźle. Nie mam jeszcze wyników, ale nie było aż tak źle  ;-)

Już kilka  miesięcy temu byłam we Francji, a nadal nie dokończyłam pisania o tym wyjeździe. Niestety najprawdopodobniej utraciłam wszystkie zdjęcia bezpowrotnie. Bardzo żałuję, bo nie mam teraz żadnej prywatnej pamiątki… Karta pamięci podłączona do jakiegokolwiek urządzenia, zaczyna wariować i wymusza jego zresetowanie. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze uratować fotki, bo kilka razy udało mi się dostać do folderu z nimi, ale to nic nie dało – rzekomo ich tam nie ma.

Zwiedzaliśmy Metz, Nancy i Verdun. We wszystkich mieliśmy wolną rękę, jeśli chodzi o zwiedzanie. Bardzo mi się to podobało: jeśli naprawdę chcieliśmy coś zobaczyć, mogliśmy albo pójść do punktu informacji turystycznej, poprosić o mapę, osobiście zdecydować co nas najbardziej interesuje, albo (też całkiem ciekawa opcja) zwyczajnie „pobłądzić” w pobliskich uliczkach. Tak naprawdę każdy z tych sposobów ma swoje plusy i pozwala zobaczyć wiele ciekawych rzeczy.

Francja

Jak pewnie się domyślacie w Metz zdecydowałam się na chodzenie po mieście z planem, a w Nancy wybrałam tą drugą możliwość. Moim punktem wyjścia do przechadzki po mieście był plac Stanisława Leszczyńskiego. Chwila, chwila… Przecież to brzmi…polsko… Nie inaczej. Skąd na francuskiej ziemi  nasz polski król? Nigdy nam nie było jakoś specjalnie daleko od Francuzów, prawda?  :-) Czasy jego panowania w Polsce nie były łatwe. Poza tym przypadają na mój ulubiony okres historyczny, z którego wszystkie daty mi się plączą, więc nie będę Was nimi zasypywać, mogłoby się okazać, że z krótkiego zarysu historycznego powstałaby niezła powieść fantastyczna. Nie jestem pewna na ile mogę ufać przewodnikom, ale podobno plac Leszczyńskiego to jeden z najpiękniejszych miejsc w mieście. Całość zdobi masa ozdobnych, efektownych elementów, które przyciągają zarówno miejscowych jak i spragnionych pięknych widoków turystów.

Na koniec zostawiłam sobie Verdun. Miałam takie założenie, żeby w takich wpisach dzielić się z Wami moimi wspomnieniami, dorzucić parę zdjęć i na tym skończyć. Chciałabym się tego trzymać, żeby nie przedłużać i Was nie zanudzać  :-D Dlatego zafunduję Wam historyjkę o tym, jak wybrałam się kupować pocztówki.
Sporo zajęło mi znalezienie jakiegoś miejsca, gdzie mogłabym je kupić. Szczęśliwa wybrałam kartki i ustawiłam się w kolejce.
„Bonjour” Moja bezbłędna znajomość francuskiego zaczyna się i kończy prawie w tym samym miejscu, więc kiedy zaczęła szybko wyrzucać z siebie kompletnie niezrozumiane dla mnie słowa, zrobiłam szybką kalkulację (Francuzi podobno bardzo nie lubią angielskiego), „Czy mówi Pani po angielsku?” byłoby strzałem w stopę, bo już w ogóle by mi nie pomogła… Zaryzykowałam, wysiliłam szare komórki i przypomniałam sobie, jak powiedzieć „Nie rozumiem”. Pani lekko przygasła, posmutniała, ale doceniła mój wysiłek i po prostu pokazała mi, że chodzi jej o to, czy potrzebuję znaczków… Przy tym nie przestawała mówić, wyszło na to, że do dalszej konwersacji potrzebowałam tylko „Oui” i „Non”, a pani chętnie wypytywała mnie dalej i pożegnała mnie z promiennym uśmiechem  :-D Żeby tylko wszędzie sprzedawcy byli tak weseli…

Na dzisiaj to tyle… Miało być o wiele krócej, przerwałam pakowanie, bo nie dawało mi spokoju, że prawie koniec roku, a ja jeszcze nie opowiedziałam o tylu rzeczach. Jutro rano wyjeżdżam, prawdopodobnie odezwę się do Was dopiero w poniedziałek.

Miłego weekendu, pozdrawiam
~Leseratte

12 Komentarze

  1. Zaskoczyłaś mnie z tym placem, aczkolwiek jak tak spojrzeć w przeszłość, to wielu sławnych Polaków było związanych z Francją. Szkoda, że zdjęcia utracone, ale masz ładne wspomnienia. ;)

  2. Witaj. Na początku dziękuję za wizytę u mnie i Twoją opinię.
    Powodzenia z wynikami z matury. :-)
    Ja jakoś za Francją nie przepadam ale w poprzednim wieku ;-) miałam okazję być na Korsyce. Tam również można spotkać polskie ślady. :-).
    Utracić zdjęcia z udanego wyjazdu to przykre. Podobnie nieraz człowiek miał jak robił zdjęcia aparatem z kliszą i klisza się naświetliła :-(.
    Udanego weekendu. Pozdrawiam :-D

    • Nie za dobrze pamiętam problem naświetlonej kliszy… Pamiętam, że nigdy nie mogłam robić zdjęć wszystkiego, bo szkoda marnować. Na koniec nasz aparat robił psikusy i już żadne zdjęcie nie wychodziło. Na szczęście wspomnienia są trwalsze od zdjęć ^^

  3. Cześć, mam nadzieję, że ci poszło dobrze. I, że wybierzesz extra studia.
    Z matematyki to chyba korepetycje najlepsze, albo Kurs Mr. Ciupa, i te inne filmiki na You Tube.
    I jeszcze chciałam tylko dodać, że bardzo mi się podoba twój blog.

  4. Ja z językiem francuskim mam niewiele wspólnego.. Potrafię zapytać o to, czy ktoś mówi po polsku, przytaknąć, powiedzieć nie i.. powiedzieć, że mi przykro. :D To ostatnie jest moim największym osiągnięciem. Mam również ogromne osiągnięcia w języku chińskim – potrafię powiedzieć, że jestem ładną dziewczyną. :D Moja przygoda z norweskim zaczęła i zatrzymała się na kilkudziesięciu słówkach oraz na.. przekleństwach. Cóż.. Taka ze mnie poliglotka.
    Pozdrawiam, M.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.