Bądź odpowiedzialny za swoje słowa

Słowa, zarówno pisane jak i mówione otaczają nas każdego dnia, wpływają na nas, rozwijają, motywują, a czasem sprawiają ból. Chciałabym dziś napisać kilka słów na temat tych ostatnich. Dlaczego? Bo czasem są rzucane lekko i bez zastanowienia, a osoba, która je wypowiada kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie zraniła czyjeś uczucia. Pół biedy gdy trafi na kogoś , kto ma grubą skórę i nic sobie z tego nie robi (choć uważam, że takie osoby też mają takie momenty, kiedy coś w nich pęka i wszystko to uderza w nich ze wzmożoną siłą) , zdecydowanie gorzej gdy trafi na kogoś, kto non stop się przejmuje, bierze wszystko do siebie, nie rozumie niesprawiedliwości, bo przecież nie zrobił niczego złego, a jednak to na niego wypadło rozładowanie czyichś negatywnych emocji. 
Był taki czas, że wszystko brałam do siebie, ciągle czułam się spięta, ciągle się czymś przejmowałam, itd. Dzisiaj nie potrafię zrozumieć, jak mogłam wytrzymać w takim stresie. Przecież co ja poradzę na to, że ktoś ma zły dzień i palnął coś bez zastanowienia? Mnie też się to zdarza. Ba! Myślę, że zdarza się każdemu; tylko niektórzy kompletnie tego nie zauważają. Wyleczyłam się z tego zupełnie nie świadomie – zmieniając szkołę, zmieniłam otoczenie. Dostrzegłam, że pewność siebie to nie zawsze cecha, czasem to tylko poza, ale za to jaka skuteczna. Teraz przejmuję się tylko wtedy, gdy ktoś mnie źle zrozumie i to ja mogłam w jakiś sposób sprawić mu przykrość. Gdzieś w między czasie w moje chciwe łapki wpadła książka „Cztery umowy” (być może już kiedyś o niej wspominałam), pierwsza z tych umów, które ze sobą zawarłam po jej przeczytaniu brzmi „Szanuj swoje słowo” – nie rzucaj go na wiatr, by zawsze było coś warte; staraj się by było przemyślane, a nie wykrzyczane w emocjach, bo ma moc sprawczą, w dodatku może sprawić wiele bólu. 
Tak sobie myślę… Gdyby każdy zaczął myśleć o tym co mówi i jak dobiera słowa, to i tym przejmującym się, i tym nieprzejmującym się byłoby o wiele łatwiej…

14 Komentarze

  1. Uważam, że słowa ranią czasem bardziej niż uderzenie… Ból po uderzeniu znika w ciągu kilku sekund, może kilkunastu, a ten po słowach siedzi w naszej głowie i wwierca się w ciało poprzez to, że nieustannie myślimy o tej sytuacji. Dlatego też lepiej nie pleść trzy po trzy, tylko mówić coś, co się przemyślało.

  2. Ludziom się po prostu nie chce ani myśleć, ani starać. I oczywiście nie mam na myśli WSZYSTKICH, ale tak bardzo ogólnie, to jesteśmy dość prymitywnymi stworzeniami.
    Myślę, że z tego się wyrasta. Zarówno z brania do siebie słów, jak i z ich wypowiadania. Ja na przykład baaardzo zmieniłam się z biegiem lat, i z pępka świata z niewyparzoną gębą stałam się raczej osobą, która odzywa się z szacunkiem i wtedy, kiedy naprawdę ma coś do powiedzenia.
    Tych, którzy nie wyrastają z takich porywczych zachowań, los sam karze. Bo kto się chce zadawać ze starą niewyparzoną gębą ;)

  3. Wychodzę z założenia, że w momencie, w którym ktoś jest dla mnie „be” to ja też jestem „be”. Nie ma się co starać i zmuszać do bycia miłym jeżeli to nie ma sensu.
    A jak ktoś rani ot tak.. cóż – po co marnować czas na takiego człowieka? Słowa potrafią zrobić wiele złego i zapadają w pamięć.. ale w końcu, co nie zabije to wzmocni. :)

    Buziaki!
    M.

  4. A tak to właśnie jest.
    Że czasem ludzie nawet najbliżsi gadają takie rzeczy że łamią serca…
    Szkoda że nie zastanowią się dwa razy. Większość ludzi daje sobie przyzwolenie na krytykę w imię tego że chcą nam pomóc a tak naprawdę obrażają nas tylko…

  5. Byłam wcześniej taka jak ty, że brałam wszystko na serio, chociaż szybko to minęło. Niestety w moim wypadku jest tak, że najpierw w gniewie coś powiem, a potem niestety tego żałuje. Ale i tak ciężko wytrącić mnie z równowagi.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.