Moje sposoby na przetrwanie ponurych dni

Co prawda moje wakacje trwają już od kwietnia, ale ciągle miałam jakieś egzaminy; właśnie zostawiliśmy za sobą pierwszy, oficjalny tydzień wakacji. Was też lato nie rozpieszcza? Non stop niemiłosiernie leje, ewentualnie jest bardzo zimno jak na lipiec i w ogóle pogoda w ostatnim czasie jest w stanie pokrzyżować wszystkie plany. 
Po całym burym tygodniu mam już trochę dość. Z niewytłumaczalnych powodów większość osób spędza wtedy swój wolny czas przed komputerem. Jeśli dacie mi do wyboru oglądanie telewizji lub komputer z dostępem do internetu – bez zastanowienia wybiorę to drugie. Raz, że dzięki temu mogę ewentualnie obejrzeć to, co bardzo zainteresowałoby mnie w telewizji; dwa, że w telewizji jest niewiele rzeczy wartych obejrzenia. Zdarza mi się poświęcać trochę dużo czasu na przeglądanie internetu, ale raczej dbam o to, żeby nie był to czas zmarnowany. Moim ogromnym wyrzutem sumienia jest youtube, jest tam tak wielu inspirujących twórców, że jeśli już zacznę oglądać, to ciężko mi przestać. Ktoś może powiedzieć, że to straszne marnotrawienie czasu, ale czy na pewno? Gdyby porównać to z oglądaniem śmiesznych kotów w internetach, to chyba nie jest ze mną aż tak źle?  ;-) Dziś będzie trochę o moich grzeszkach, o rzeczach, na które marnuję czas, gdy za oknem jest ponuro i nie chce się wychodzić z domu.

14482212_199923380428758_4791944168047902720_n

Co daje mi pisanie bloga?
Nie wnikajmy w to, jak bardzo niesystematycznie się tutaj pojawiam (i jak często postanawiam sobie poprawę…) zawsze cieszy mnie to, że mogę się podzielić z kimś moimi przemyśleniami. Wiadomo, to samo mogę opowiadać znajomym; tylko że to nie do końca to samo. Zwykle jakoś tak wychodzi, że znajomi mają bardzo podobne zdanie do naszego. Tymczasem każda notka na blogu daje możliwość przyjrzenia się konkretnemu tematowi z innej strony.
Często blogerzy podejmują różne wyzwania, a blog jest dla nich dodatkową motywacją do trzymania się swoich postanowień. Dodatkowo można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy i wymieniać swoje doświadczenia. 
Zdecydowana większość blogerów (niestety nie wszyscy) dba o to, by teksty były napisane poprawnie. Dodatkowy plus jest taki, że człowiek zaczyna zwracać uwagę na to co i jak pisze. Chociaż moje myśli są często tak chaotyczne, że sama nie potrafię ich zebrać, a co dopiero, żeby jakoś składnie ubrać je w zdania. Najważniejsze, że próbuję  ;-) W dodatku zauważyłam, że osoby, które często tu zaglądają już się przyzwyczaiły do tego miszmaszu, który Wam serwuję.

Blogosfera…
…czasem potrafię w niej przepaść. Zafascynowała mnie całe lata temu; nadal zdarza mi się starym zwyczajem pozostawać cichociemnym czytelnikiem i nie zostawić komentarza. Mam lekki problem z blogami na blogspocie; zapominam, że trzeba potwierdzić komentarz kodem itd., czasem zamykam kartę zaraz po kliknięciu „dodaj komentarz” (albo coś w tym guście) i już go nie potwierdzam. To raczej nie zdziwi nikogo, kto wie, jak bardzo jestem roztrzepana…

Inspiracje
W internecie aż się od nich kotłuje. Jest wielu blogerów, którzy mnie inspirują, jest Pinterest, jest nasza Zszywka i oczywiście Instagram. Jak tu nie stracić poczucia czasu, jeśli wszystko na co się patrzy, jest takie piękne, kolorowe i daje kopa, mówiąc „Też takie chcesz, weź się rusz sprzed ekranu!”. Zdecydowanie te lubię najbardziej  :-D

Youtube
Jak już wspomniałam – mój największy wyrzut sumienia. Są tacy, którzy nie potrafią znaleźć tu nic dla siebie; ja akurat znalazłam tyle ciekawych osób, że zawsze (kiedy już odkleję się od ekranu) mam ochotę się ruszyć i coś zrobić. To ja decyduję, co chcę oglądać, więc wybieram treści, które motywują lub dodają pozytywnej energii. A najlepiej niech robią i jedno, i drugie! 

Poznawanie nowych ludzi 
Teraz muszę się do czegoś przyznać – kompletnie nie wiem, jak się to robi i nie rozumiem fascynacji takimi znajomościami. Nie mam tu oczywiście na myśli czytelników bloga itd., to jest coś innego – każdy odrobinę odkrywa się zarówno w postach jak i w komentarzach. Mam raczej na myśli osoby, który potrafią „zaatakować” przypadkowe osoby na różnych portalach społecznościowych i od razu wiedzą, że to prawdziwa przyjaźń. Nie wspomnę o różnych stronkach, które rzekomo istnieją po to, by zawierać znajomości. Mogę się mylić, bo nigdy nie próbowałam, ale raczej mnie odrzucają, panuje na nich ogromna samowolka (zwłaszcza na tych darmowych) i jakoś nic mnie w nich nie przyciąga…
Dla mnie poznawanie nowych ludzi to bardziej to, co przy blogosferze – luźna rozmowa w komentarzach itd. 

Można jakoś spędzić czas przed komputerem, ale i tak czekam aż wreszcie zza chmur wyjdzie Słońce, będzie można się wygodnie rozłożyć i poopalać. Kto czeka ze mną?  ;-)
Też macie takie swoje słabostki w dni, kiedy nic się nie chce? 

10 Komentarze

  1. Pogoda nie rozpieszcza, u mnie to deszcz z wiatrem się wymienia, albo łączą siły xD. Takie ponure dni to najlepiej byłoby przespać, ale się nie da. Ja raczej robię to co zwykle, czytam, oglądam, posprzątam itp. Nie lubię się opalać, lubię siedzieć w domu, nawet jeśli chodzę z kąta w kąt, szukając sobie miejsca w taki nieciekawy dzień xD. W mieście to można gdzieś pójść, do kina np. jeśli ma się kasę na nie, a na wsi to nie ma. Na YT to zwykle oglądam teledyski, ale czasem oglądam jakieś inne filmiki, jak zrobić daną fryzurę, ostatnio oglądam o florystyce i języku włoskim. Można sporo ciekawych rzeczy znaleźć. Ktoś powiedział, że nie marnujesz czasu jeśli to co robisz daje ci radość, szczęście, no i coś w tym jest. ;)

  2. Ja naprawde nie zauwazyłam, żeby cos było nie tak z pogodą – jest ciepło bardzo, sucho, tak lipcowo. Ale to może tylko u mnie:). Mnie internet też mocno pochłania, wcale nie ukrywam, że jestem uzalezniona:), ale mnie to nie martwi ani trochę. Ja pracuję w dziwnym rytmie, na przykład pięć dni pod rząd po 12-14 godzin, za to potem moge sobie tydzien spać – albo fruwac po sieci:)

  3. W wolne deszczowe dni najlepiej zebrać ekipę innych nudzących się w domu i napić się razem piwa, pograć w gry, obejrzeć film, potańczyć. Nam kilku godzin rozrywki dostarczyła niedawno gra „Who am I”, w której trzeba zgadnąć, co ma się na tabliczce wiszącej na naszym nosie.

    Niestety, nie zawsze inni są dostępni. W zeszły piątek utknęłam z synkiem w domu- gorączkował, lało, wiało. Nie cierpię siedzieć w domu… Wtedy zdecydowanie gotowanie, sprzątanie, internet. Okropna nuda i papka z mózgu :/

    • Chodziło mi przede wszystkim o te dni, kiedy ciężko zebrać znajomych. Niestety każdy mieszka dość daleko i zorganizowanie spotkania to niezłe wyzwanie :/

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.