Jak wybrałam szkołę średnią?

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień; wielu ludzi będzie zdobywać nowe doświadczenia w nowej szkole, poznawać nowych ludzi. W kilku słowach opowiem Wam o tym, jak to się stało, że cztery lata temu trafiłam do takiej, a nie do innej szkoły średniej. 

ZAWSZE moją mocną stroną były języki obce, szczególnie niemiecki, którego uczę się odkąd skończyłam 6 lat. Wydawało mi się to oczywiste, że w przyszłości będę studiować filologię germańską; NIGDY nie widziałam się w żadnej innej roli. Wiedziałam, że są licea lingwistyczne; byłam załamana, bo nigdzie w okolicy takiego nie było. I wiecie co? Akurat w tym roku, w którym ja wybierałam szkołę średnią utworzyli taką klasę. Tylko nic mi z tego nie przyszło, bo była to klasa z angielskim i hiszpańskim. Nie wyobrażałam sobie mieć trzyletniej przerwy od niemieckiego. W międzyczasie straciłam pewność co do tego, czy na pewno chcę robić akurat to…

Wahałam się bardzo długo nad tym, jaką klasę w liceum wybrać. Bo w grę wchodziło tylko liceum. Inna opcja dla mnie nie istniała. Wybór był dość ograniczony; zdecydowałam się na klasę matematyczno-fizyczną. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie skąd mi się to ubzdurało… Do dzisiaj nie wiem… Wydaje mi się, że to trochę przez nauczycieli, którzy raczej podpowiadali licea niż szkoły kształcące w zawodzie; zupełnie tak, jakby to było coś gorszego… 
Tylko, że ja tak naprawdę nigdy nie chciałam tam iść. Rozumiem matematykę, ale jej nie lubię. Po prostu nie. Z fizyką bywało różnie, bo miałam różnych nauczycieli; ich podejście zawsze przekładało się na moje oceny. Do dziś pamiętam, że na liście do tej klasy byłam czwarta, czyli wynik całkiem niezły (później często wypominany mi przez kolegów, którzy w przeciwieństwie do mnie ostatecznie do tej klasy poszli). Stałam pod budynkiem szkoły i czułam, że coś jest nie tak, jak być powinno. Dlatego przeszłam na drugą stronę ulicy, sprawdzić co się tam dzieje…

Widzicie… Zawsze interesowało mnie to jakimi prawami rządzi się rynek, jak to jest że jedni się na nim utrzymują, inni nie; jak to jest, że czasem ktoś latami sobie radzi, nagle upada z wielkim hukiem i ogłasza bankructwo. Mimo krzywych min nauczycieli złożyłam też dokumenty do technikum ekonomicznego. Tak się składa, że moje technikum jest dokładnie na przeciwko tego liceum, z którego zrezygnowałam  :-D Tutaj już nawet nie chodziło o wynik. Zwyczajnie czułam, że to jest coś mojego; coś co sama wybrałam; coś co mnie interesuje. Jednocześnie cały czas miałam świadomość, że przecież jeśli mi się nie spodoba to, to była moja decyzja. Moja i tylko moja. I nigdy nie będę żałowała, że kogoś posłuchałam.

Kilka miesięcy temu miałam powtórkę z rozrywki. Jeśli mogę dać Wam dobrą radę: nie dawajcie rad osobom, które ich nie chcą. Kiedy Was pytają – odpowiadajcie, doradzajcie, dzielcie się swoim doświadczeniem, ale tylko wtedy. 
A jeśli jesteście po drugiej stronie – pytajcie, dużo pytajcie; ale tylko kiedy macie wątpliwości…

14482212_199923380428758_4791944168047902720_n

14 Komentarze

  1. Nauczyciele zawsze się krzywią. Bardzo lubiłam w gimnazjum swoją nauczycielkę od polskiego. Myślała, że właśnie pójdę w tym kierunku, a mi doradzali, w sensie rodzina, żebym poszła do ekonomika, no to poszłam. Jak o tym się dowiedziała też się krzywiła. I właściwie ok, bo ekonomia w pewnych aspektach jest ciekawa, ale nie dla mnie. Nie tym chciałabym się zajmować, choć pewne prawa dobrze znać. Nasze wybory nie powinny być przez nikogo kwestionowane, bo to nasze życie. Oczywiście, w takich sytuacjach, bo w sytuacji kiedy ktoś się od czegoś uzależnia dobrze, gdy inna osoba reaguje. Rad można wysłuchać, niekoniecznie trzeba z nich skorzystać.

  2. Ja wybierając szkoły nie posłuchałam ani jednej z rad, których mi udzielono. Wszystko zrobiłam zupełnie na odwrót i po swojemu. Jedno wiem na pewno – niczego nie żałuję ;)

  3. Trochę szkoda tylu lat nauki niemieckiego, a po sobie wiem że jak się języka na co dzień nie używa, to się słownictwo i gramatykę zapomina. Dobrze, że sama dokonałaś wyboru szkoły, bo gdyby okazał się chybiony, to tylko do siebie będziesz mogła mieć pretensję i nikt Cię nie posądzi o niewdzięczność(mnie szkołę średnia wybrała matka i bardzo źle wspominam ten czas). Przysłowie mówi, że „dobrymi radami piekło jest wybrukowane”. Ja rad udzielam ale nie zmuszam do korzystania z nich. Pozdrawiam.

  4. Cieszę się, że podążyłaś za tym, co Cię fascynuje i ciekawi… po co się męczyć z czymś, co zupełnie Cię nie interesuje?!
    pozdrawiam serdecznie!

  5. No tak, bo z wyborem szkoły średniej jest trudno pewnie też z tego powodu, że decyzję podejmujemy w bardzo młodym wieku. Podziwiam odwagę i celne rady, bardzo życiowe

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa :)
      Wydaje mi się, że jednak każdy ma gdzieś w podświadomości myśli o tym, co chciałby robić, ale nie zawsze pozwala im przemówić :/ Potem wielu ludzi się męczy…

  6. Bardzo dobrego wyboru dokonałaś, gdybyś pewnie poszła do tej szkoły i skończyła ją to nie czułabyś się spełniona, nie ma co brać w 100% do siebie słowa innych, trzeba słuchać swojego serca a ono wie najlepiej :)
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.