Zmęczenie materiału

Witajcie!  :-D Tak dawno się tutaj nie odzywałam, że aż nie potrafię zacząć pisać… Zaczynam już któryś raz i ciągle coś mi nie pasuje… 
Może zacznę od tego, że jestem ostatnio zmęczona. Po prostu.Nie będę mówić, że nie miałam czasu, bo to byłoby kłamstwo; miałam go. Jestem zmęczona, bo nie opanowałam jeszcze organizacji dnia w mojej nowej (studenckiej  ;-) ) rzeczywistości i wszystko mi się rozsypuje. Nie zrozumcie mnie źle… Studia mnie nie męczą; właściwie dopiero zaczynam, więc to byłoby niemożliwe, poza tym uczę się tego, czego chciałam się uczyć (przynajmniej w większości). Czuję się odrobinę przytłoczona tym miejscem. Bardzo je zaniedbałam w ostatnich miesiącach, mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu. Mam głowę pełną pomysłów, a kiedy loguję się na bloga to nagle mam straszną pustkę  :-(
Obawiam się, że potrzebuję jeszcze sporo czasu, zanim wyrobię sobie jakieś odpowiednie nawyki blogowania…
Życzę Wam miłego weekendu! 

Kilka słów

Cześć! Witajcie! Ostatnio straciłam trochę wenę na pisanie, musiałam odrobinę odetchnąć, przemyśleć sobie o czym chcę dalej pisać i jak chcę pisać; odpowiedź na pytanie czy w ogóle chcę pisać była oczywista – chcę. Chcę, bo to zawsze było dla mnie ważne i nie sądzę, by kiedykolwiek ta jedna rzecz się zmieniła… Potrzebuję tylko trochę oddechu.

Pamiętacie jak niedawno pisałam o tym, że potrzebuję jakiegoś zajęcia? Znalazłam je, dostałam pracę. Przy okazji odkryłam, że mam jakieś dziwne podejście do życia, bo ja wszystko chciałabym robić na 100%, a kiedy mi się nie udaje (bo to oczywiste, że nie wszystko mi wychodzi) opadają mi skrzydła, bo ciągle nie bardzo potrafię znosić porażki; mało tego… Nie do końca potrafię znieść krytykę, nie lubię też sobie czegokolwiek zarzucać. Postanowiłam odnieść to odrobinę do bloga i (o ile nie zapomnieliście o tym miejscu tak, jak ja w ostatnich dniach) mam do Was pytanie. Co byście tutaj zmienili? Co Wam się nie podoba? O czym lubicie czytać Czego nie lubicie? I najważniejsze – co byście zmienili? 
Chętnie poczytałabym odpowiedzi na wasze pytania; jeśli chodzi o tematykę postów to zauważyłam, że zdecydowanie najbardziej podobają się Wam te, które piszę z największym trudem – te prosto z serducha. Ciągle pojawia się ich bardzo mało, bo nawet pisząc w cieniu internetowej „anonimowości” jest mi ciężko przygotowywać takie wpisy. 

I ostatnia rzecz; chyba jeszcze tego nie wiecie (nie przypominam sobie, żebym już o tym pisała…) dostałam się na moje wymarzone studia – kierunek obśmiany przez moich znajomych, przez większość nazywany kierunkiem kpiną, a jednak coś sprawiło, że tak bardzo  się go uczepiłam, że nie potrafiłam z niego zrezygnować wbrew zdrowemu rozsądkowi (a sami wiecie, że moje przeczucie już wiele razy okazało się dobre, więc i tym razem postanowiłam zaufać SOBIE). W związku z tym od października zaczynam studiować i po raz kolejny będę musiała dopasować sobie dobę do wszystkiego, co chcę zrobić. Możecie  mnie wszyscy kopnąć w tyłek tak, żebym ogarnęła się w miarę szybko?  :-D Macie jakieś swoje rady, tricki na to jak rozciągnąć 24 godziny? 

Pozdrawiam cieplutko! 

Zbieram siły

Ostatnio dopadł mnie jakiś dziwny dołek. Nie wiem skąd to się przypętało, ale trwa już kilka tygodni. Początkowo to była wina pogody; wiadomo, kiedy za oknem szaro – motywacja ucieka, gdzie pieprz rośnie. Bardzo długo stawiałam opór i nie chciałam dać się przybić temu smętnemu nastrojowi, ale wreszcie i ja poległam… Za każdym razem gdy już było mi lepiej, dopadało mnie coś nowego. 
Nie myślcie, że tylko dlatego nic nowego się nie pojawiało. Te ładne, ciepłe dni spędzałam inaczej przed komputerem, a doba stała się dla mnie zbyt krótka, by nadrobić zaległe posty. Jak zawsze obiecywałam sobie być sumienna, przygotowywać wszystko odpowiednio wcześniej, ale co tu kryć… Nie opanowałam tej trudnej sztuki; nie potrafię dziś zajmować się wpisem, żeby za tydzień był opublikowany jako idealny. To właśnie stąd chaos w moich wpisach. 
Pozdrawiam was cieplutko! I obiecuję pisać. Nie wiem kiedy, nie wiem jak często, ale obiecuję  :-D

~Leseratte

Nie warto odkładać na potem

Od dłuższego czasu odwlekałam napisanie kilku „pseudorecenzji” (co to za recenzja skoro większość książek mi się podoba?  ;-) ) i chyba przesadziłam z odkładaniem tego na później. Nie martwiłam się rosnącą liczbą książek o statusie „przeczytane, ale jeszcze nie na blogu”, bo miałam specjalny zeszyt, w którym były bezpiecznie zanotowane wszystkie moje przemyślenia (pisane „na świeżo”), cytaty, które zwróciły moją uwagę, ogólna ocena każdej książki (zawsze mówiłam, że nie będę tego robić, ale jednak się postarałam i zaczęłam je porównywać między sobą) oraz miałam tam zapisaną ilość stron każdej przeczytanej, ewentualnie tyle ile dałam radę, kiedy któryś tytuł mi szedł.
Ktoś tu twierdzi, że na papierze bezpieczniej niż na dysku? Nic bardziej mylnego… Gdzieś ten magiczny zeszycik posiałam. W jednej chwili go miałam, a w drugiej już nie. Niemożliwe, żebym zostawiła go gdzieś poza domem, bo jestem pewna, że to w domu miałam go po raz ostatni. Przeszukałam wszystkie miejsca, w które zazwyczaj go chowam i…powiem Wam, że tym razem postarałam się bardziej niż zwykle z jego ułożeniem. Nie mam pojęcia, gdzie może być. „Chcesz coś zrobić dobrze? Zrób to sam!”. Obawiam się, że mogę go już nie znaleźć… Jeszcze się nie zniechęcam i ciągle szukam, ale z marnym skutkiem.

Też zdarza Wam się coś tak schować? Bo ja należę do osób, którym zdarza się to dość często… Tyle, że zazwyczaj znajduję po 2 minutach od zrobienia paniki…

Maj w skrócie

Wreszcie znów tutaj jestem. Wróciłam tydzień temu, zaczęłam przyzwyczajać się do rzeczywistości, a teraz w planach pojawił mi się kolejny wyjazd i (oczywiście) myślę o tym, żeby rzucić się w wir „dorosłego” życia. 18 lat skończyłam już dość dawno, ale tak naprawdę dopiero teraz, po skończeniu szkoły średniej, trzeba będzie wziąć się w garść  :-D Póki co jestem na takim etapie, że jest to dla mnie wzywanie, którego już się nie mogę doczekać… Swoją drogą, ciekawe jak długo utrzymam taki stan rzeczy. Póki co przede mną jeszcze egzaminy zawodowe – musicie trzymać kciuki, bo przede mną egzamin z tej trudniejszej kwalifikacji.

W maju na blogu pojawiło się 7 postów, pod którymi pojawiło się ponad 100 nowych komentarzy, a liczba odwiedzin bloga wzrosła o 500  :-P
Mam za sobą matury. Ustne zdałam bez większych problemów, mam przeczucie, że pisemne też poszły całkiem dobrze – ale więcej na ten temat jeszcze się pojawi; miało być o tym przed moim wyjazdem, mam tutaj jeszcze trochę zaległości.

Strasznie się stęskniłam!