Zbieram siły

Ostatnio dopadł mnie jakiś dziwny dołek. Nie wiem skąd to się przypętało, ale trwa już kilka tygodni. Początkowo to była wina pogody; wiadomo, kiedy za oknem szaro – motywacja ucieka, gdzie pieprz rośnie. Bardzo długo stawiałam opór i nie chciałam dać się przybić temu smętnemu nastrojowi, ale wreszcie i ja poległam… Za każdym razem gdy już było mi lepiej, dopadało mnie coś nowego. 
Nie myślcie, że tylko dlatego nic nowego się nie pojawiało. Te ładne, ciepłe dni spędzałam inaczej przed komputerem, a doba stała się dla mnie zbyt krótka, by nadrobić zaległe posty. Jak zawsze obiecywałam sobie być sumienna, przygotowywać wszystko odpowiednio wcześniej, ale co tu kryć… Nie opanowałam tej trudnej sztuki; nie potrafię dziś zajmować się wpisem, żeby za tydzień był opublikowany jako idealny. To właśnie stąd chaos w moich wpisach. 
Pozdrawiam was cieplutko! I obiecuję pisać. Nie wiem kiedy, nie wiem jak często, ale obiecuję  :-D

~Leseratte

Nie warto odkładać na potem

Od dłuższego czasu odwlekałam napisanie kilku „pseudorecenzji” (co to za recenzja skoro większość książek mi się podoba?  ;-) ) i chyba przesadziłam z odkładaniem tego na później. Nie martwiłam się rosnącą liczbą książek o statusie „przeczytane, ale jeszcze nie na blogu”, bo miałam specjalny zeszyt, w którym były bezpiecznie zanotowane wszystkie moje przemyślenia (pisane „na świeżo”), cytaty, które zwróciły moją uwagę, ogólna ocena każdej książki (zawsze mówiłam, że nie będę tego robić, ale jednak się postarałam i zaczęłam je porównywać między sobą) oraz miałam tam zapisaną ilość stron każdej przeczytanej, ewentualnie tyle ile dałam radę, kiedy któryś tytuł mi szedł.
Ktoś tu twierdzi, że na papierze bezpieczniej niż na dysku? Nic bardziej mylnego… Gdzieś ten magiczny zeszycik posiałam. W jednej chwili go miałam, a w drugiej już nie. Niemożliwe, żebym zostawiła go gdzieś poza domem, bo jestem pewna, że to w domu miałam go po raz ostatni. Przeszukałam wszystkie miejsca, w które zazwyczaj go chowam i…powiem Wam, że tym razem postarałam się bardziej niż zwykle z jego ułożeniem. Nie mam pojęcia, gdzie może być. „Chcesz coś zrobić dobrze? Zrób to sam!”. Obawiam się, że mogę go już nie znaleźć… Jeszcze się nie zniechęcam i ciągle szukam, ale z marnym skutkiem.

Też zdarza Wam się coś tak schować? Bo ja należę do osób, którym zdarza się to dość często… Tyle, że zazwyczaj znajduję po 2 minutach od zrobienia paniki…

Maj w skrócie

Wreszcie znów tutaj jestem. Wróciłam tydzień temu, zaczęłam przyzwyczajać się do rzeczywistości, a teraz w planach pojawił mi się kolejny wyjazd i (oczywiście) myślę o tym, żeby rzucić się w wir „dorosłego” życia. 18 lat skończyłam już dość dawno, ale tak naprawdę dopiero teraz, po skończeniu szkoły średniej, trzeba będzie wziąć się w garść  :-D Póki co jestem na takim etapie, że jest to dla mnie wzywanie, którego już się nie mogę doczekać… Swoją drogą, ciekawe jak długo utrzymam taki stan rzeczy. Póki co przede mną jeszcze egzaminy zawodowe – musicie trzymać kciuki, bo przede mną egzamin z tej trudniejszej kwalifikacji.

W maju na blogu pojawiło się 7 postów, pod którymi pojawiło się ponad 100 nowych komentarzy, a liczba odwiedzin bloga wzrosła o 500  :-P
Mam za sobą matury. Ustne zdałam bez większych problemów, mam przeczucie, że pisemne też poszły całkiem dobrze – ale więcej na ten temat jeszcze się pojawi; miało być o tym przed moim wyjazdem, mam tutaj jeszcze trochę zaległości.

Strasznie się stęskniłam!

Krótka przerwa

Witajcie!
W najbliższym czasie posty nie będą się pojawiać (nawet nieregularnie tak, jak to mam w zwyczaju). Wyjeżdżam na kilka dni, pewnie miałabym dostęp do internetu, ale już wiem jak to zwykle wygląda – przeciążone sieci, wieczne problemy z dostępnością i najgorsze możliwe dla mnie – pisanie postów na komórce. Mogłabym przygotować coś wcześniej i regularnie publikować, ale zdążyłam się nauczyć, że publikacja przez telefon powoduje straszny bałagan i przewraca wygląd całego wpisu do góry nogami.
Wracam niebawem! Z nową energią, nowymi pomysłami i stęskniona za pisaniem!  :-D

Cudeńka na pierwsze urodziny

Sporo się działo przez ostatni rok. Sporo się działo tutaj. Prawdopodobnie mogłoby dziać się jeszcze więcej, ale i tak myślę, że mam powody do dumy – przy takim nakładzie czasu, jaki poświęciłam, udało mi się zdobyć stałych czytelników. Oczywiście mam nadzieję, że jeśli moje blogowanie wciąż będzie trwało (to jeden z niewielu moich blogów, które przetrwały tak długo  :-D ), to za rok będzie nas jeszcze więcej! 
Dość dużo wolnego czasu poświęcam blogosferze i zdecydowanie najwięcej się z niej uczę – przygotowując posty staram się, żeby były zrozumiałe i poprawne (raz się udaje mniej lub bardziej), staram się dołączać zdjęcia tam, gdzie to możliwe, ale „oszczędzam” przestrzeń dyskową na przyszłość, bo mimo wielu ograniczeń, bardzo lubię to miejsce i nie chcę nigdzie odchodzić  ;-) , każdy zostawiony komentarz daje mi motywację do dalszego pisania; sprawdzam każdy zostawiony przez Was link (zwłaszcza, że nie zdarzają się komentarze pełne spamu); Wasze posty często mnie inspirują, bawią lub są powodem długich przemyśleń. 
Dziękuję za to, że jesteście!

Na koniec jeszcze opowiem Wam u „Zakładkowym Candy” u Pani KoMody. Tak się ciekawie złożyło, że moje oryginalne zakładki dotarły w czas na urodziny bloga  :-D Po prawej stronie macie banerek, gdzie będziecie mogli dowiedzieć się więcej.

DSC02120Zakładki były usztywnione tekturką, najprawdopodobniej kogoś zainteresowała gruba koperta i dotarła do mnie porozdzierana, ale zawartość na szczęście nie ucierpiała!  :-D