Jak przeżyć jesienne poranki

Wiecie czego bym sobie życzyła? Żeby każdy mój dzień zaczynał się dobrze. Z wieczorami bywa różnie, czasem jesteśmy okropnie zmęczenia, czasami przygnieceni problemami, czasem zwyczajnie mamy dość. Tylko wiecie co? Każdy dzień jest nową szansą, daje nam całą masę możliwości. Trzeba tylko chcieć je znaleźć.
Kiedyś wyśmiewałam rady w stylu „Uśmiechnij się, a Twój dzień będzie lepszy”. Mam wrażenie, że to było dawno demu. Kiedy nie lubiłam siebie, nie bardzo lubiłam innych i w ogóle rzadko się śmiałam. Bo to taka beznadziejna rada. Przecież nie spowoduje, że zniknie choroba, poprawią się nasze relacje z bliskimi. Ale wiecie co? Taki banał naprawdę może dodać siły, power’a na pół dnia. Jeśli od rana spotykamy skwaszonych ludzi, którzy mają same pretensje do wszystkich i o wszystko, nam też z pewnością się udzieli. Więc może warto zadbać o swój humor od rana?  ;-) I posłać tym wszystkim marudom uśmiech, który spowoduje, że będzie im choć trochę weselej? Albo doprowadzi ich do szewskiej pasji i spowoduje, że sobie pójdą…

20170925_173256

Nie wyobrażam sobie poranka bez kawy. Nie ważne czy mocnej czy słabej. Musi być kawa. Gorąca. Taka, żeby parzyła w język. Żebym wiedziała, że wypiłam gorącą kawę. Ostatnio każda filiżanka jest dla mnie wyjątkowa, bo staram się ją trochę ograniczyć. Czułam, że coś ze mną nie w porządku i po zmniejszeniu ilości kawy zdecydowanie się poprawiło. Teraz piję jedną rano, jedną na przerwie w pracy (albo dopiero po powrocie do domu, ale wtedy zazwyczaj zasypiam, zanim ją wypiję) i ostatnią piję już dużo później, ale to taka moja ulubiona z bardzo dużą ilością mleka. Właściwie to już nie jest kawa z mlekiem; to jest bardziej mleko z kawą.

Być może pamiętacie (albo nie pamiętacie) uwielbiam wszelkiego rodzaju listy i każdego dnia mam swoją listę rzeczy do zrobienia. Albo robię ja wieczorem, a rano siadam do niej z czystym umysłem i poprawiam tak żeby realne było zrobienie choć połowy z tego, co wymyśliłam wcześniej. Albo robię ją dopiero rano; wtedy zazwyczaj jest krótka i niekompletna, później muszę ją poprawić po powrocie.

Wiecie co motywuje mnie najbardziej? To że mam coś do zrobienia. W wakacje porządnie odpoczęłam, ale uważam, że za dużo czasu zmarnowałam. Mogłam sobie postawić jakiś cel i lepiej zaplanować dni. Najbardziej efektywnie działam wtedy, kiedy mam wiele do zrobienia. Wiele osób nie wie wtedy, za co ma się zabrać, a ja siadam i robię wszystko po kolei. Za to kiedy mam do zrobienia tylko jedną rzecz, to najprawdopodobniej jej nie zrobię…

I tak naprawdę to chyba wszystko, bo raczej nie jestem rannym ptaszkiem. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi siedzenie do późna, bo wieczorami nie odczuwam zmęczenia. Za to rano każda sekunda snu jest dla mnie na wagę złota…
A jakie są wasze sposoby na jesienne poranki?

Piątek NIEtrzynastego

Zdarzały mi się już pechowe piątki trzynastego (choć oczywiście nie jestem osobą wierzącą w zabobony; ależ skąd! ). I wiecie co? Chyba będę takich wyczekiwała. Dlaczego? Bo przed takim dniem Cię ostrzeże: telewizja, radio, kalendarz. A kto Cię ostrzeże przed takim zwykłym pechowym dniem? Gdzie na szybko znajdziesz eliksir, który zmniejszy prawdopodobieństwo pechowym wypadków, no gdzie? Nigdzie!
Nie wiem, czy cokolwiek mi wyszło w ostatni piątek… Może tylko to, że nie poślizgnęłam się na mokrej podłodze (sama ją myłam, więc to by dopiero był pech).

Ale może wróćmy do początku… Nic nie wskazywało na to, że ten dzień będzie inny od pozostałych. Miał być taki jak co dzień, szary, przewidywalny; nawet nie narzekałabym, gdyby był nudny.
Poprosiłam o popołudniową zmianę, bo musiałam pojechać do szkoły po wyniki egzaminu zawodowego. Tak samo jak w przypadku matury wyniki już dawno sprawdziłam w internecie, ale dokument trzeba odebrać. I co? I okazało się, że będę musiała przyjechać jeszcze raz, bo to wciąż nie jest komplet dokumentów. Zwlekałam prawie dwa tygodnie z odebraniem, a teraz okazuje się, że najprawdopodobniej za tydzień muszę jechać jeszcze raz  :-( Nie wiem jeszcze jak to sobie zorganizuję, bo najbliższe tygodnie mam zapchane…
Trochę się wystraszyłam, bo powinnam dostać przelew na konto (bałam się, że nie dostarczyłam na czas dokumentów  8-O ); zestresowało mnie to… Przecież dla studenta każdy grosz jest ma wagę złota!
Jakby tego wszystkiego było mało moje autko zwariowało. Nie mam bladego pojęcia, co się stało. Gasły mi światła drogowe, świeciły wszystkie kontrolki po kolei, kiedy zatrzymałam się na stopie w ogóle mi zgasł… Coś takiego zdarzyło mi się pierwszy raz… Na szczęście odpalił, po jakichś pięciu kilometrach wszystko wróciło do normy. Zupełnie tak. jakby nic nigdy się nie działo.

I wiecie co Wam powiem? Na szczęście po każdym takim piątku przychodzi sobota, kiedy wszystko da się jakoś wyjaśnić…
Wysłane przeze mnie dokumenty dotarły, więc nie mam się o co martwić; mogę spać spokojnie.
A co do auta… Nie wiadomo. Oczywiście odwiedziłam mechanika; podłączył moje ferrari do komputera, wszystko posprawdzał i…I dowiedziałam się, że mam sprawne auto, z którym nie dzieje się nic  niepokojącego. Nie powiem – kamień z serca, ale nadal nie wiem, co to było. Nikt nie wie :-D a samochodzik śmiga tak jak zawsze.

Żeby było śmieszniej sobota była bardzo pechowym dniem dla mojej mamy  :-D Po prostu są takie chwile, kiedy najlepiej odpuścić, nie przejmować się, może nawet zahibernować (a dlaczego by nie? ;-)  ). Dzisiaj na przykład chętnie bym zahibernowała, bo przeziębienie zaczyna mnie rozkładać i czuję się okropnie… Najważniejsze, że poniedziałek już za nami! Poniedziałki nie bywają zbyt przyjemne… Mój zaczął się od tego, że zajechałam pod zamkniętą stację paliw. Wybrałam sobie jedyną stację w okolicy, która nie jest całodobowa. Pozytywna myśl – udało mi się dokulać do innej!

DSC02281

Jak wybrałam szkołę średnią?

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień; wielu ludzi będzie zdobywać nowe doświadczenia w nowej szkole, poznawać nowych ludzi. W kilku słowach opowiem Wam o tym, jak to się stało, że cztery lata temu trafiłam do takiej, a nie do innej szkoły średniej. 

ZAWSZE moją mocną stroną były języki obce, szczególnie niemiecki, którego uczę się odkąd skończyłam 6 lat. Wydawało mi się to oczywiste, że w przyszłości będę studiować filologię germańską; NIGDY nie widziałam się w żadnej innej roli. Wiedziałam, że są licea lingwistyczne; byłam załamana, bo nigdzie w okolicy takiego nie było. I wiecie co? Akurat w tym roku, w którym ja wybierałam szkołę średnią utworzyli taką klasę. Tylko nic mi z tego nie przyszło, bo była to klasa z angielskim i hiszpańskim. Nie wyobrażałam sobie mieć trzyletniej przerwy od niemieckiego. W międzyczasie straciłam pewność co do tego, czy na pewno chcę robić akurat to…

Wahałam się bardzo długo nad tym, jaką klasę w liceum wybrać. Bo w grę wchodziło tylko liceum. Inna opcja dla mnie nie istniała. Wybór był dość ograniczony; zdecydowałam się na klasę matematyczno-fizyczną. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie skąd mi się to ubzdurało… Do dzisiaj nie wiem… Wydaje mi się, że to trochę przez nauczycieli, którzy raczej podpowiadali licea niż szkoły kształcące w zawodzie; zupełnie tak, jakby to było coś gorszego… 
Tylko, że ja tak naprawdę nigdy nie chciałam tam iść. Rozumiem matematykę, ale jej nie lubię. Po prostu nie. Z fizyką bywało różnie, bo miałam różnych nauczycieli; ich podejście zawsze przekładało się na moje oceny. Do dziś pamiętam, że na liście do tej klasy byłam czwarta, czyli wynik całkiem niezły (później często wypominany mi przez kolegów, którzy w przeciwieństwie do mnie ostatecznie do tej klasy poszli). Stałam pod budynkiem szkoły i czułam, że coś jest nie tak, jak być powinno. Dlatego przeszłam na drugą stronę ulicy, sprawdzić co się tam dzieje…

Widzicie… Zawsze interesowało mnie to jakimi prawami rządzi się rynek, jak to jest że jedni się na nim utrzymują, inni nie; jak to jest, że czasem ktoś latami sobie radzi, nagle upada z wielkim hukiem i ogłasza bankructwo. Mimo krzywych min nauczycieli złożyłam też dokumenty do technikum ekonomicznego. Tak się składa, że moje technikum jest dokładnie na przeciwko tego liceum, z którego zrezygnowałam  :-D Tutaj już nawet nie chodziło o wynik. Zwyczajnie czułam, że to jest coś mojego; coś co sama wybrałam; coś co mnie interesuje. Jednocześnie cały czas miałam świadomość, że przecież jeśli mi się nie spodoba to, to była moja decyzja. Moja i tylko moja. I nigdy nie będę żałowała, że kogoś posłuchałam.

Kilka miesięcy temu miałam powtórkę z rozrywki. Jeśli mogę dać Wam dobrą radę: nie dawajcie rad osobom, które ich nie chcą. Kiedy Was pytają – odpowiadajcie, doradzajcie, dzielcie się swoim doświadczeniem, ale tylko wtedy. 
A jeśli jesteście po drugiej stronie – pytajcie, dużo pytajcie; ale tylko kiedy macie wątpliwości…

14482212_199923380428758_4791944168047902720_n

Muzyka i lawenda

Witajcie!  ;-) Miałam lekkie problemy z prądem i internetem przez te burze i wichury. Ale na szczęście w okolicy nie stało się nic poważnego…

W ubiegłym tygodniu uzależniłam się od piosenki „100″:



mogłam słuchać jej non stop. Z resztą podoba mi się większość utworów Sound’n'Grace. Są bardzo pozytywne, energiczne i odznaczają się na tle innych – moim zdaniem większość nowych produkcji jest robiona na jedno kopyto  :-( 

Już kiedyś wspominałam, że uwielbiam różne zapachy. Mam sporo świeczek zapachowych, ale ostatnio żadna nie chce się u mnie wypalić; każda gaśnie po chwili, dlatego postanowiłam kupić kadzidełka. Niestety moi domownicy kompletnie nie tolerują takich zapachów  :-| szkoda…
20170814_114109

A co nowego u Was?  ;-)

W obiektywie

Przeczytałam gdzieś, że kiedy trzymamy aparat, stajemy się bardziej wrażliwi na to, co nas otacza. Na pewno jest w tym krzta prawdy. Może to kwestia tego, że wtedy sama szukam najlepszych kadrów, staram się znaleźć najlepsze światło i ciekawe połączenia kolorów. 
W ubiegłym tygodniu trochę pobiegałam po okolicy. Najlepsze zdjęcia i tak (moim zdaniem) wyszły w moim ogródku  :-P

DSC02216DSC02223 DSC02226

Czasami zabieram ze sobą aparat, kiedy gdzieś jadę rowerem. Ostatnio mniej jeździłam sama, a więcej z kimś, dlatego też nie miałam okazji by zrobić jakieś ciekawsze zdjęcia. 

DSC02234 DSC02236

Lubicie się czasem gdzieś wybrać tylko po to, by poszukać tego „czegoś” wartego sfotografowania? :) Ja potrzebuję do tego odpowiedniego nastroju. Zdarza się też, że nie mam przy sobie nic poza komórką, dzięki temu wiem, że przy dobrym świetle też się spisuje.