Muzyka i lawenda

Witajcie!  ;-) Miałam lekkie problemy z prądem i internetem przez te burze i wichury. Ale na szczęście w okolicy nie stało się nic poważnego…

W ubiegłym tygodniu uzależniłam się od piosenki „100″:



mogłam słuchać jej non stop. Z resztą podoba mi się większość utworów Sound’n'Grace. Są bardzo pozytywne, energiczne i odznaczają się na tle innych – moim zdaniem większość nowych produkcji jest robiona na jedno kopyto  :-( 

Już kiedyś wspominałam, że uwielbiam różne zapachy. Mam sporo świeczek zapachowych, ale ostatnio żadna nie chce się u mnie wypalić; każda gaśnie po chwili, dlatego postanowiłam kupić kadzidełka. Niestety moi domownicy kompletnie nie tolerują takich zapachów  :-| szkoda…
20170814_114109

A co nowego u Was?  ;-)

Dawno, dawno temu w Krainie Czarów

Do tej pory tylko raz zdarzyło mi się pisać o serialu i było to „Miasteczko Wayward Pines„; swoją drogą cały czas polecam każdemu kto lubi takie mroczne klimaty, a dzisiaj będzie coś z zupełnie innej półki. 

20170808_185453
Oglądałam ten serial już bardzo dawno, nie wiem jak to możliwe, że został przeze mnie pominięty… ale do rzeczy! Najważniejsze jest to, że go obejrzałam – mnie naprawdę wciągają tylko nieliczne seriale. Tasiemce odpadają już na samym początku, bo zdarza mi się zapomnieć, że w ogóle zabrałam się za oglądanie i kończę po kilku odcinkach… A „Once Upon A Time In Wonderland” ma tylko 13 odcinków  ;-) To jest zdecydowanie plus. 
Jak w ogóle trafiłam na ten serial? Otóż… W komentarzu L.B. poleciała mi obejrzenie…

komentarz1…innego serialu. Jeśli zaglądacie tu regularnie, to wiecie, że jestem strasznie roztrzepaną osobą i chyba nigdy bym się nie zorientowała, że oglądam nie to, gdyby mi ktoś tego nie uświadomił.

Uwielbiam takie bajkowe klimaty, ale o tym też wiecie  ;-) Jest cała masa motywów, do których mam dziwny sentyment i obejrzę wszystko, co z nimi związane. I prawie zawsze będzie mi się podobało…

Serialowa Alicja co jakiś czas wraca do Krainy Czarów; w domu postrzegana jest jako wariatka, jej ojciec układa sobie życie na nowo, a Alicję umieszcza w szpitalu psychiatrycznym. W Krainie Czarów poza Czerwoną Królową pojawia się jeszcze jeden „czarny charakter” – Jafar ( ten z „Alladyna”), który poszukuje Cyrusa – dżina, ukochanego naszej Alicji. Historia jest dość pogmatwana (to tylko spin off do „Once Upon A Time”; być może gdybym oglądała tamten serial, to nie byłaby taka skomplikowana, nie wiem :-D ).

Najbardziej podobał mi się brytyjski akcent Michaela Socha. Jest po prostu cudowny…  Z resztą Walet Kier to chyba moja ulubiona postać. Tak naprawdę jemu kibicowałam bardziej niż Alicji. Według mnie jest to świetna postać, o której bardzo dużo wiemy i naprawdę mamy szansę go polubić. Dodatkowo jest dość skomplikowany, nigdy do końca nie wiadomo, jak się zachowa, bo nie ma serca…

Moja ulubiona bohaterka to Lizard, która pojawiła się tylko w kilku odcinkach, a już zdobyła moją sympatię. W wersji polskiej – Mgiełka. 

Aktorsko zdecydowanie wyróżnia się Czerwona Królowa zagrana przez Emmę Rigby. Według mnie ma dość nietypową urodę; podobały mi się jej oba „wcielenia”. Postać Królowej się wyróżnia, ale Ana z retrospekcji też ma w sobie coś wyjątkowego. Chętnie obejrzałabym coś więcej z tymi aktorami.

Niewiele mam do powiedzenia na temat Alicji i Cyrusa, bo nawet jak na baśniowy serial było odrobinę zbyt…cukierkowo. To chyba dobre słowo…

Nie podobała mi się sztuczność Krainy Czarów. Za każdym razem, kiedy ktoś wędrował po Krainie, miałam wrażenie, że są po prostu wklejeni :-( A szkoda… 

Dziwi mnie to, co zrobiono z dwoma postaciami. Wszyscy inni są raczej dopracowani, ale to, jak wyglądają Jabberwocky i (nie pamiętam, czy w serialu pada jej imię) „Samara ze studni” jest dziwne…  :-?

Z całego serialu został mi w głowie cytat Jabberwocky:
„Nobody is born a monster. We are made”

Poza tymi kilkoma sprawami, które mi się nie podobały, serial jest naprawdę dobry  ;-) i polecam każdemu, kto lubi takie klimaty.
Podoba Wam się mój kot z Cheschire?

„Bezpieczna przystań”

Ciągle czekam na upalne dni, ciągle aura mnie nie rozpieszcza, ale za to dziś będzie o książce – takiej w sam raz na to, by wygodnie rozłożyć się na słoneczku. Mam naprawdę dużą tolerancję na słowo pisane i zazwyczaj rodzaj czytanej literatury nie ma wielkiego znaczenia. Wyjątkiem są wakacje. Wakacyjny wyjazd? Tylko i wyłącznie z czymś lekkim i przyjemnym. 

DSC01915

Tytuł: „Safe haven”
Autor: Nicholas Sparks
Ilość stron: 415
Moja ocena: 8/10

To była druga czytana przeze mnie książka Sparksa (w ostatnim czasie jego książki kilka razy wpadły w moje chciwe łapki, więc na pewno jeszcze coś się na ten temat pojawi  :-P ), pierwszą była „Najdłuższa podróż”. Wydaje mi się, że „Bezpieczna przystań” jest lepsza od tamtej. Napisałam, że na wakacje wybieram lekkie tytuły, od razu zaznaczam, że miałam na myśli styl pisania. Książka porusza wiele trudnych tematów.
Główna bohaterka ukrywa się przed swoim mężem, uzależnionym od alkoholu, znęcającym się nad nią. Erin kradnie tożsamość zmarłej córki sąsiadów, wyjeżdża do małego miasteczka Southport i zaczyna nowe życie. 
Jej mąż Kevin nie radzi sobie z ucieczką żony; w swoim mniemaniu nie ma sobie nic do zarzucenia. Uważa się za dobrego, przykładnego męża, który spełniał wszystkie zachcianki niewdzięcznej żony. Udaje, że Erin wciąż jest w domu; nie chce, by znajomi dowidzieli się o jej odejściu.
Poznajemy też bohaterów mieszkających w Southport. Alex – wdowiec, samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Robi wszystko co może, by jego dzieci nie odczuły braku matki. Erin chce wszystko robić sama, chce być niezależna, ale ostatecznie przyjmuje pomoc Alexa. 
Ważną postacią w książce jest także sąsiadka Erin – Jo, wspiera ją i staje się jej powierniczką, bratnią duszą. To ona cały czas stara się zwrócić myśli Erin w stronę Alexa. 

Nie zdradzę Wam, jak toczą się losy bohaterów. Części pewnie możecie się domyślić, ale na pewno nie spodziewacie się zakończenia! Mogę Wam to zagwarantować. Mnie bardzo wzruszyło… 

Dla porównania obejrzałam film, który powstał na podstawie książki. Muszę powiedzieć, że jest całkiem dobry. Co prawda kilka wątków zostało przemilczanych, kilka wymagało ciekawego rozwiązania i wydaje mi się, że reżyser stanął na wysokości zadania  :-)



Czytaliście? Oglądaliście? A może i jedno i drugie? 

Cudeńka na pierwsze urodziny

Sporo się działo przez ostatni rok. Sporo się działo tutaj. Prawdopodobnie mogłoby dziać się jeszcze więcej, ale i tak myślę, że mam powody do dumy – przy takim nakładzie czasu, jaki poświęciłam, udało mi się zdobyć stałych czytelników. Oczywiście mam nadzieję, że jeśli moje blogowanie wciąż będzie trwało (to jeden z niewielu moich blogów, które przetrwały tak długo  :-D ), to za rok będzie nas jeszcze więcej! 
Dość dużo wolnego czasu poświęcam blogosferze i zdecydowanie najwięcej się z niej uczę – przygotowując posty staram się, żeby były zrozumiałe i poprawne (raz się udaje mniej lub bardziej), staram się dołączać zdjęcia tam, gdzie to możliwe, ale „oszczędzam” przestrzeń dyskową na przyszłość, bo mimo wielu ograniczeń, bardzo lubię to miejsce i nie chcę nigdzie odchodzić  ;-) , każdy zostawiony komentarz daje mi motywację do dalszego pisania; sprawdzam każdy zostawiony przez Was link (zwłaszcza, że nie zdarzają się komentarze pełne spamu); Wasze posty często mnie inspirują, bawią lub są powodem długich przemyśleń. 
Dziękuję za to, że jesteście!

Na koniec jeszcze opowiem Wam u „Zakładkowym Candy” u Pani KoMody. Tak się ciekawie złożyło, że moje oryginalne zakładki dotarły w czas na urodziny bloga  :-D Po prawej stronie macie banerek, gdzie będziecie mogli dowiedzieć się więcej.

DSC02120Zakładki były usztywnione tekturką, najprawdopodobniej kogoś zainteresowała gruba koperta i dotarła do mnie porozdzierana, ale zawartość na szczęście nie ucierpiała!  :-D

Pierwszy Book Haul na blogu.

Witajcie! Ostatnio mam trochę zabiegany czas… Tak sobie żyję od matury do matury  ;-) i raczej staram się coś jeszcze przypomnieć, powtórzyć itd., ale postaram się ze wszystkich sił ogarnąć i pisać częściej. W zeszłym tygodniu też był taki plan, ale wyszło jak zawsze…

Właśnie sobie uświadomiłam, jak wiele nowych książek pojawiło się na moich półkach (właściwie to nie na półkach, bo już się tam nie mieszczą…). Staram się czytać w takiej kolejności w jakiej je kupiłam, czyli od „najstarszej” do „najnowszej”, więc te pewnie będą musiały poczekać parę lat… Miałam takie postanowienie, żeby nie kupować za dużo i naprawdę nie kupiłam. Z całej tej kolekcji tylko jedna była takim prawdziwym zakupem, reszta to nagrody albo efekt gwiazdkowych kart prezentowych – i tak musiałam za to kupić książki; jeszcze mi zostało na jakieś dwa tytuły… W sumie na kartach uzbierałam prawie 200zł, a i tak za jedną kupiłam płytę i nie wszystko poszło na książki…

Book Haul1. „Ekspozycja” Remigiusz Mróz – tą książkę wypatrzyłam na kiermaszu książek w pewnym markecie i to właśnie jest ta jedna, którą kupiłam. Nie mogłam się powstrzymać kupieniu czegoś autorstwa „mistrza Mroza”, o którym jest tak głośno. Miałam jeszcze na oku „Tylko martwi nie kłamią” Bondy, ale ktoś mi ją zgarnął  :-|

2. „Ich schenk’ dir eine Geschichte. Neue Reisegeschichten” – jeśli się nie mylę jest to jedno z wielu opowiadań wydanych w ramach akcji czytelniczej na światowy dzień książki. Właściwie tę też kupiłam, ale dałam za nią mniej niż za paczkę chipsów. Zdarza mi się kupować książki w językach obcych w second handach i to jest jedna z nich.

3. „Ja, Blanka” Ewa Barańska – tą książkę dostałam za występ na festiwalu w jednej ze szkół podstawowych w mojej okolicy. Książka może nie do końca dla mnie, dlatego wylądowała u mojej siostry.

4. „Szkoła, balet, całus przez komórkę” Sissi Flegel – to samo co wyżej  ;-)

5. „Egzamin z tajemnicy” Iga Karst – książka dla siostry, zapłacona kartą podarunkową.

6. „Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk – jeszcze pachnie księgarnią, bo wybrałam ją wczoraj, można ją zaliczyć do prezentów gwiazdkowych, bo też „zapłaciłam” kartą podarunkową.

7. „Noc Kupały” Katarzyna Berenika Miszczuk – to samo co wyżej. Kontynuacja „Szeptuchy”. Strasznie mnie kuszą te okładki…

8 i 9 „Pamiętniki Wampirów” L. J. Smith – Pierwszą część kupiłam już dawno na wakacjach (jeszcze jej nie przeczytałam), podobno seria jest całkiem wciągająca. W dodatku to wydanie z jakichś powodów zawsze jest na przecenie. Tak samo jak za poprzednie zapłaciłam kartą.

10. „Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności” Charles Duhigg – tę dostałam na zakończeniu roku szkolnego z wpisem „Powodzenia na maturze”. No zobaczymy…

11. „Zamiast suplementów” – tak jak poprzednią dostałam na zakończeniu za zaangażowanie w szkole i za to, że byłam w składzie pocztu sztandarowego. Bardzo mi się podoba graficznie i są w niej przepisy na same smakowitości, pewnie nie raz po nią sięgnę, żeby coś wypróbować.

12. „Hiszpański w tłumaczeniach” – również dostałam ją na zakończeniu roku szkolnego. Już wcześniej widziałam tę książkę; uważam, że jest bardzo ciekawie przygotowana i że naprawdę dobrze będzie mi się z niej korzystać.

Znacie którąś z nich?  ;-)