Powrót do kolorowanek

Minął kolejny tydzień wakacji. Pogoda nadal nie dopisuje; strasznie szkoda, bo nie można sobie zaplanować żadnych typowo letnich zajęć, na które przecież czeka się cały rok! Chociaż muszę przyznać, że wczoraj zaczęło się robić odrobinę ładniej, a dzisiaj nawet można by się poopalać, więc jest nadzieja na przyszły tydzień… Trzymajcie kciuki! 

W tym tygodniu miałam trochę zajęć, trochę byłam poza domem, trochę się pokręciłam i nie wiem, kiedy te siedem dni minęło. I tak naprawdę nie potrafię konkretnie powiedzieć, czy zrobiłam coś produktywnego. Czuję się trochę tak, jakby to było kręcenie się bez żadnego większego celu. Chociaż nie powiem… Ostatnio dostaję same dobre wiadomości :-P No i przede wszystkim trzeba zebrać siły przed październikiem.

Wpadły mi w ręce moje kolorowanki antystresowe i trochę sobie w nich pobazgrałam. Zawsze upchnę je w najciemniejszy kąt i potem o nich zapominam…

DSC02258A jak Wam minął ten tydzień?  :-D

Czasem lubię trochę pobazgrolić

Postanowiłam Was trochę pokatować moimi pseudorysunkami, ale tego nie zrobię, bo gdzieś zapodział mi się pendrive z wcześniej przygotowanymi zdjęciami… Lubi mi się gdzieś zapodziać. Zawsze go znajduję, ale tak czy siak mam lekką panikę – znajdę go, nie znajdę? Pewnie znajdę, ale póki co przeszukałam wszystkie możliwe miejsca i nic. Chciałam Wam dzisiaj poopowiadać o moim nieudolnym rysowaniu. Muszę sobie poradzić bez konkretnych przykładów.
Mam tak (jak pewnie większość ludzi), że kiedy się naoglądam różnych szkiców, to strasznie chciałabym choćby spróbować nabazgrać coś podobnego (mniej lub bardziej; zazwyczaj jednak mniej…). Tutaj internet jest oczywiście wielką kopalnią, nawet nie trzeba specjalnie starać się szukać  ;-) O wiele trudniejsze jest szukanie autora dzieła, bo większość grafik jest już pięćdziesiąt razy przesłana dalej przez kogoś innego i udostępniana przez kolejne osoby.
W jakimś konkursie wygrałam książkę „Rysunek dla początkujących” (coś takiego) i zanim w ogóle autor zaczął pisać o tym jak rysować, opisywał wszystkie niezbędne przybory początkującego rysownika. Nigdy nie dobrnęłam nawet do pierwszego rozdziału, gdzie były wskazówki jak coś narysować, bo wiecznie mi czegoś brakowało. Poważnie… Strasznie to głupie, bo na co mi tysiące rodzajów ołówków, węgle, sangwina i inne tego typu rzeczy, jeśli nie mam pojęcia o tym, jak ich używać? Ja wiem, że to się przydaje, bo odpowiednie narzędzie ułatwia rysowanie, ale to nie są niezbędne rzeczy na początek. Do czego zmierzam… O wiele więcej nauczyłabym się podglądając twórców internetowych. Poważnie. Przede wszystkim dlatego, że książka jest napisana strasznie ciężko (jak na poradnik dla początkujących) i właściwie nic mnie nie zachęca do tego, by ponownie do niej zajrzeć. Nie, nie i jeszcze raz nie. Tymczasem podglądając rysunki innych staram się osiągnąć taki sam (lub chociaż podobny; mniej lub bardziej – znacie dalszy ciąg :-D ) efekt do tego, który uzyskali oni.
Lubię sobie pobazgrolić. Przy okazji ostatnio często zaglądam na zszywkę i to co ludzie tagują tam jako „bazgroły” to czasem arcydzieła  :-D

W skrócie

Postanowiłam zrobić wpis, który odrobinę podsumuje pierwszy miesiąc w 2017 roku. Wydaje mi się, że był całkiem dobry. Chyba mam się z czego cieszyć  ;-)
Pewnie, mam już na sowim koncie kilka porażek, ale kto by się nimi przejmował? Nie jest to ani nic poważnego, ani nic czego nie da się naprawić, a co najważniejsze – przyćmiły je sukcesy  :-) Wiem, wiem, bardzo skromnie to ujęłam, ale te najważniejsze plany, które miałam miesiąc temu, powoli wchodzą w „fazę realizacji”. To dla mnie bardzo ważne, że coś się dzieje.
Znalazłam sporo inspiracji, pewnie niedługo dowiecie się więcej na ten temat  :-P W styczniu na blogu pojawiło się 17 postów. Patrząc na poprzednie miesiące – to całkiem dużo. W ogóle poświęciłam więcej czasu na bloga i zaczęłam uważniej śledzić statystyki. Przez te 31 dni było ponad 1.000 wyświetleń, pojawiło się dokładnie 200 nowych komentarzy. Pozytywnie mnie to zaskoczyło  ;-) Biorąc pod uwagę cały ten czas odkąd powstał blog, jest to niezaprzeczalny rekord.

Mam do nadrobienia czytanie Waszych blogów. Muszę się wreszcie za to wziąć  ;-) Nie zostawiłam mojego planera z cytatami na każdy dzień, sprawdza się; spodobała mi się ta metoda, ale o tym też na 100% jeszcze wspomnę. W dodatku już niedługo  ;-) Strasznie się wkręciłam w temat organizacji czasu, bo chcę znaleźć coś odpowiedniego, co będzie dla mnie jak najlepszym rozwiązaniem. Nadal „bawię się” w kolorowanki antystresowe.
Obejrzałam zdecydowanie więcej filmów niż zwykle. Jeśli chodzi o filmy, to wpisy o nich pojawiają się dość rzadko, bo staram się pisać o takich, o których warto  :-P Właśnie się zastanawiam jaki tytuł mogłabym podać jako najlepszy… Pcha mi się tutaj „Sully” może to przez to, że byłam na nim w kinie? Tylko, że oglądałam go trochę wcześniej… Mam mały dylemat; w każdym razie film na pewno zasłużył na to, by wspomnieć o nim jeszcze raz.
Przeczytałam dość mało książek; nawet nie będę mówić, bo to wstyd… Tu znów mam lekki dylemat, bo najlepiej kojarzą mi się „Anioły i demony”, a czytałam je trochę wcześniej.
Zaczęłam też odpowiadać na 100 pytań, których nikt nie zadaje i na pewno przejrzę jeszcze pozostałe pytania  :-)
Na koniec jeszcze tylko powiem, że od początku roku mogę cieszyć się pierwszą od dawna, nową piosenką Happysadu:

Próbowaliście już kolorowanek?

Już od dłuższego czasu księgarnie, kioski, sklepiki prasowe są zasypywane przez kolorowanki antystresowe. Bardzo długo nie dawałam się co do nich przekonać. Ciągle powtarzałam, że to nie dla mnie, że szybciej się przy nich wścieknę niż odstresuję. Nie miałam najmniejszego zamiaru ich testować. Zakup wyszedł dość spontanicznie, wracałam ze szkoły, miałam masę czasu do autobusu, weszłam do marketu po cokolwiek co mogłoby zająć mi czas. Wybór padł właśnie na kolorowanki… Do tej pory udało mi się pokolorować z dwa obrazki. Jednak najważniejsze jest to, że kolorowanie sprawiło mi masę radości. Poza obrazkami są jeszcze cytaty (a ja jestem miłośnikiem cytatów <3 ), dlatego oceniam je jak najbardziej na plus.

Kolorowanka antystresowa (1)
Moim problemem są kredki, wtedy potrzebowałam jakichś na szybko, kupiłam jakieś tanie i ledwo widać kolory. Zawsze kiedy ktoś mi to zarzuca odpowiadam, że dzięki tym kredkom będzie to kolorowanka wielokrotnego użytku… Chyba muszę podkraść trochę kredek młodszej siostrze  :-D A wy już próbowaliście?

Miłego sobotniego weekendu
~Leseratte