Maj w skrócie

Wreszcie znów tutaj jestem. Wróciłam tydzień temu, zaczęłam przyzwyczajać się do rzeczywistości, a teraz w planach pojawił mi się kolejny wyjazd i (oczywiście) myślę o tym, żeby rzucić się w wir „dorosłego” życia. 18 lat skończyłam już dość dawno, ale tak naprawdę dopiero teraz, po skończeniu szkoły średniej, trzeba będzie wziąć się w garść  :-D Póki co jestem na takim etapie, że jest to dla mnie wzywanie, którego już się nie mogę doczekać… Swoją drogą, ciekawe jak długo utrzymam taki stan rzeczy. Póki co przede mną jeszcze egzaminy zawodowe – musicie trzymać kciuki, bo przede mną egzamin z tej trudniejszej kwalifikacji.

W maju na blogu pojawiło się 7 postów, pod którymi pojawiło się ponad 100 nowych komentarzy, a liczba odwiedzin bloga wzrosła o 500  :-P
Mam za sobą matury. Ustne zdałam bez większych problemów, mam przeczucie, że pisemne też poszły całkiem dobrze – ale więcej na ten temat jeszcze się pojawi; miało być o tym przed moim wyjazdem, mam tutaj jeszcze trochę zaległości.

Strasznie się stęskniłam!

Bądź odpowiedzialny za swoje słowa

Słowa, zarówno pisane jak i mówione otaczają nas każdego dnia, wpływają na nas, rozwijają, motywują, a czasem sprawiają ból. Chciałabym dziś napisać kilka słów na temat tych ostatnich. Dlaczego? Bo czasem są rzucane lekko i bez zastanowienia, a osoba, która je wypowiada kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie zraniła czyjeś uczucia. Pół biedy gdy trafi na kogoś , kto ma grubą skórę i nic sobie z tego nie robi (choć uważam, że takie osoby też mają takie momenty, kiedy coś w nich pęka i wszystko to uderza w nich ze wzmożoną siłą) , zdecydowanie gorzej gdy trafi na kogoś, kto non stop się przejmuje, bierze wszystko do siebie, nie rozumie niesprawiedliwości, bo przecież nie zrobił niczego złego, a jednak to na niego wypadło rozładowanie czyichś negatywnych emocji. 
Był taki czas, że wszystko brałam do siebie, ciągle czułam się spięta, ciągle się czymś przejmowałam, itd. Dzisiaj nie potrafię zrozumieć, jak mogłam wytrzymać w takim stresie. Przecież co ja poradzę na to, że ktoś ma zły dzień i palnął coś bez zastanowienia? Mnie też się to zdarza. Ba! Myślę, że zdarza się każdemu; tylko niektórzy kompletnie tego nie zauważają. Wyleczyłam się z tego zupełnie nie świadomie – zmieniając szkołę, zmieniłam otoczenie. Dostrzegłam, że pewność siebie to nie zawsze cecha, czasem to tylko poza, ale za to jaka skuteczna. Teraz przejmuję się tylko wtedy, gdy ktoś mnie źle zrozumie i to ja mogłam w jakiś sposób sprawić mu przykrość. Gdzieś w między czasie w moje chciwe łapki wpadła książka „Cztery umowy” (być może już kiedyś o niej wspominałam), pierwsza z tych umów, które ze sobą zawarłam po jej przeczytaniu brzmi „Szanuj swoje słowo” – nie rzucaj go na wiatr, by zawsze było coś warte; staraj się by było przemyślane, a nie wykrzyczane w emocjach, bo ma moc sprawczą, w dodatku może sprawić wiele bólu. 
Tak sobie myślę… Gdyby każdy zaczął myśleć o tym co mówi i jak dobiera słowa, to i tym przejmującym się, i tym nieprzejmującym się byłoby o wiele łatwiej…

Cudeńka na pierwsze urodziny

Sporo się działo przez ostatni rok. Sporo się działo tutaj. Prawdopodobnie mogłoby dziać się jeszcze więcej, ale i tak myślę, że mam powody do dumy – przy takim nakładzie czasu, jaki poświęciłam, udało mi się zdobyć stałych czytelników. Oczywiście mam nadzieję, że jeśli moje blogowanie wciąż będzie trwało (to jeden z niewielu moich blogów, które przetrwały tak długo  :-D ), to za rok będzie nas jeszcze więcej! 
Dość dużo wolnego czasu poświęcam blogosferze i zdecydowanie najwięcej się z niej uczę – przygotowując posty staram się, żeby były zrozumiałe i poprawne (raz się udaje mniej lub bardziej), staram się dołączać zdjęcia tam, gdzie to możliwe, ale „oszczędzam” przestrzeń dyskową na przyszłość, bo mimo wielu ograniczeń, bardzo lubię to miejsce i nie chcę nigdzie odchodzić  ;-) , każdy zostawiony komentarz daje mi motywację do dalszego pisania; sprawdzam każdy zostawiony przez Was link (zwłaszcza, że nie zdarzają się komentarze pełne spamu); Wasze posty często mnie inspirują, bawią lub są powodem długich przemyśleń. 
Dziękuję za to, że jesteście!

Na koniec jeszcze opowiem Wam u „Zakładkowym Candy” u Pani KoMody. Tak się ciekawie złożyło, że moje oryginalne zakładki dotarły w czas na urodziny bloga  :-D Po prawej stronie macie banerek, gdzie będziecie mogli dowiedzieć się więcej.

DSC02120Zakładki były usztywnione tekturką, najprawdopodobniej kogoś zainteresowała gruba koperta i dotarła do mnie porozdzierana, ale zawartość na szczęście nie ucierpiała!  :-D

Pierwszy Book Haul na blogu.

Witajcie! Ostatnio mam trochę zabiegany czas… Tak sobie żyję od matury do matury  ;-) i raczej staram się coś jeszcze przypomnieć, powtórzyć itd., ale postaram się ze wszystkich sił ogarnąć i pisać częściej. W zeszłym tygodniu też był taki plan, ale wyszło jak zawsze…

Właśnie sobie uświadomiłam, jak wiele nowych książek pojawiło się na moich półkach (właściwie to nie na półkach, bo już się tam nie mieszczą…). Staram się czytać w takiej kolejności w jakiej je kupiłam, czyli od „najstarszej” do „najnowszej”, więc te pewnie będą musiały poczekać parę lat… Miałam takie postanowienie, żeby nie kupować za dużo i naprawdę nie kupiłam. Z całej tej kolekcji tylko jedna była takim prawdziwym zakupem, reszta to nagrody albo efekt gwiazdkowych kart prezentowych – i tak musiałam za to kupić książki; jeszcze mi zostało na jakieś dwa tytuły… W sumie na kartach uzbierałam prawie 200zł, a i tak za jedną kupiłam płytę i nie wszystko poszło na książki…

Book Haul1. „Ekspozycja” Remigiusz Mróz – tą książkę wypatrzyłam na kiermaszu książek w pewnym markecie i to właśnie jest ta jedna, którą kupiłam. Nie mogłam się powstrzymać kupieniu czegoś autorstwa „mistrza Mroza”, o którym jest tak głośno. Miałam jeszcze na oku „Tylko martwi nie kłamią” Bondy, ale ktoś mi ją zgarnął  :-|

2. „Ich schenk’ dir eine Geschichte. Neue Reisegeschichten” – jeśli się nie mylę jest to jedno z wielu opowiadań wydanych w ramach akcji czytelniczej na światowy dzień książki. Właściwie tę też kupiłam, ale dałam za nią mniej niż za paczkę chipsów. Zdarza mi się kupować książki w językach obcych w second handach i to jest jedna z nich.

3. „Ja, Blanka” Ewa Barańska – tą książkę dostałam za występ na festiwalu w jednej ze szkół podstawowych w mojej okolicy. Książka może nie do końca dla mnie, dlatego wylądowała u mojej siostry.

4. „Szkoła, balet, całus przez komórkę” Sissi Flegel – to samo co wyżej  ;-)

5. „Egzamin z tajemnicy” Iga Karst – książka dla siostry, zapłacona kartą podarunkową.

6. „Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk – jeszcze pachnie księgarnią, bo wybrałam ją wczoraj, można ją zaliczyć do prezentów gwiazdkowych, bo też „zapłaciłam” kartą podarunkową.

7. „Noc Kupały” Katarzyna Berenika Miszczuk – to samo co wyżej. Kontynuacja „Szeptuchy”. Strasznie mnie kuszą te okładki…

8 i 9 „Pamiętniki Wampirów” L. J. Smith – Pierwszą część kupiłam już dawno na wakacjach (jeszcze jej nie przeczytałam), podobno seria jest całkiem wciągająca. W dodatku to wydanie z jakichś powodów zawsze jest na przecenie. Tak samo jak za poprzednie zapłaciłam kartą.

10. „Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności” Charles Duhigg – tę dostałam na zakończeniu roku szkolnego z wpisem „Powodzenia na maturze”. No zobaczymy…

11. „Zamiast suplementów” – tak jak poprzednią dostałam na zakończeniu za zaangażowanie w szkole i za to, że byłam w składzie pocztu sztandarowego. Bardzo mi się podoba graficznie i są w niej przepisy na same smakowitości, pewnie nie raz po nią sięgnę, żeby coś wypróbować.

12. „Hiszpański w tłumaczeniach” – również dostałam ją na zakończeniu roku szkolnego. Już wcześniej widziałam tę książkę; uważam, że jest bardzo ciekawie przygotowana i że naprawdę dobrze będzie mi się z niej korzystać.

Znacie którąś z nich?  ;-)

O marnowaniu dzieciństwa…

O systemie edukacji zawsze jest co powiedzieć; każdy ma inne zdanie, na dodatek dopatrujemy się różnic, kierujemy się tym, co wypaliło w innych krajach, itd. Już od jakiegoś czasu chciałam co nieco na ten temat napisać, ale nie wiedziałam jak ten temat ugryźć i chyba wreszcie znalazłam sposób!  ;-) - Chcę Wam po prostu opowiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy.

Zacznę od tego, że już od wielu lat cała edukacja jest przewracana to w jedną, to w drugą stronę i ciągle coś jest nie tak. Każdy chce lepiej, zazwyczaj wychodzi gorzej; ale tak to już w życiu bywa, prawda? Problem tkwi w tym, że tutaj (według mnie) nie ma miejsca na eksperymenty. Nie można pozwolić na to, żeby jakieś pokolenie miało poważne braki, bo akurat wdrażali nową podstawę programową, a coś takiego dzieje się…bo ja wiem, co 4 lata? Może co 5. Jestem młodą osóbką, ale sporo takich rewolucji już doświadczyłam.

Może zacznę od samych początków. Byłam strasznie uparta, chciałam iść do szkoły, bo moi koledzy byli rok lub dwa lata starsi i nudziłoby mi się bez ich towarzystwa. Jako pięciolatek dumnie wkroczyłam do „zerówki”. Początkowy plan był taki, żebym była tam przez dwa lata i zrównała się z moim rocznikiem. Jak na uparciucha przystało oświadczyłam rodzicom, że ja nigdzie nie zostaję i że to wstyd „kiblować” na samym początku. Przeżyłam coś, czego dzisiaj dzieciaki już raczej nie doświadczą (na szczęście). Mianowicie – nie wystarczył mój upór (kto by się spodziewał…), zgoda rodziców, zgoda wychowawczyni niestety też nie i musiałam przejść testy psychologiczne. Do końca życia będę pamiętać ten koszmar  ;-) Wyobraźcie sobie pięciolatka, który ma wysiedzieć +/- dwie godziny pod ostrzałem pytań tak banalnych, że zaczyna się zastanawiać, czy czasem nie robią sobie z niego żartów. Mało tego. Ten pięciolatek wychodzi i dowiaduje się, że ma przed sobą jeszcze co najmniej pół godziny czekania, bo teraz muszą porozmawiać z rodzicami  :roll:
Denerwuje mnie, gdy ktoś mówi, że sześciolatki są za małe na pierwszą klasę. Uściślają są to ataki na moich rodziców, bo „zniszczyli mi dzieciństwo”. Ale dlaczego? Bo dali mi szansę, żebym się rozwijała? Wydaje mi się, że to był dla mnie odpowiedni czas, żeby pójść do szkoły. W dodatku przez dwa lata musiałabym pracować na tych samych podręcznikach; robiłabym te zadania z ogromnym znudzeniem.
Moja młodsza siostra zaczynała szkołę akurat wtedy, kiedy pojawiła się nowa podstawa programowa (ta która uszczupliła odrobinę materiału) i w momencie, kiedy poszła do pierwszej klasy, wydawnictwa wykazały się ogromnym lenistwem i zamiast opracować coś nowego przerzuciły te same zadania i czytanki z książki do zerówki do książki obowiązującej w pierwszej klasie. Jeśli ktoś poszedł do zerówki i był tam dwa lata (jak to czasem się zdarza w małych szkołach) to przez trzy lata robił wciąż to samo. Dobra zachęta, prawda?
Każdy z nas ma zupełnie inne predyspozycje i ja zdaję sobie z tego sprawę. Może zamiast coś narzucać i obrzucać się obelgami rodzice powinni przyjrzeć się swojemu dziecku i zobaczyć, czy czasem nie tłamszą go zbyt łatwe lub zbyt trudne zadania? Wiem jaka jestem, wiem jaka byłam i uważam, że gdyby moi rodzice posłuchali tych wszystkich dobrych doradców to dopiero wtedy byłaby to w pewnym sensie krzywda dla mnie. Jestem dumna z tego, że podjęli taką decyzję mimo tych kpiących głosów mądrości. Z resztą nie po to poświęcali mi czas, rozwijali moją ciekawość do świata i odpowiadali na miliony pytań,  żeby podciąć mi skrzydła na samym starcie.

Właśnie sobie uświadomiłam, że mam do napisania tyle, że jeden post na to nie wystarczy i będzie musiało być tego dużo, dużo więcej. To są moje przemyślenia związane z samymi początkami. Coś czuję, że o ile Was ten temat zainteresuje to będą to tasiemce…