Dawno, dawno temu w Krainie Czarów

Do tej pory tylko raz zdarzyło mi się pisać o serialu i było to „Miasteczko Wayward Pines„; swoją drogą cały czas polecam każdemu kto lubi takie mroczne klimaty, a dzisiaj będzie coś z zupełnie innej półki. 

20170808_185453
Oglądałam ten serial już bardzo dawno, nie wiem jak to możliwe, że został przeze mnie pominięty… ale do rzeczy! Najważniejsze jest to, że go obejrzałam – mnie naprawdę wciągają tylko nieliczne seriale. Tasiemce odpadają już na samym początku, bo zdarza mi się zapomnieć, że w ogóle zabrałam się za oglądanie i kończę po kilku odcinkach… A „Once Upon A Time In Wonderland” ma tylko 13 odcinków  ;-) To jest zdecydowanie plus. 
Jak w ogóle trafiłam na ten serial? Otóż… W komentarzu L.B. poleciała mi obejrzenie…

komentarz1…innego serialu. Jeśli zaglądacie tu regularnie, to wiecie, że jestem strasznie roztrzepaną osobą i chyba nigdy bym się nie zorientowała, że oglądam nie to, gdyby mi ktoś tego nie uświadomił.

Uwielbiam takie bajkowe klimaty, ale o tym też wiecie  ;-) Jest cała masa motywów, do których mam dziwny sentyment i obejrzę wszystko, co z nimi związane. I prawie zawsze będzie mi się podobało…

Serialowa Alicja co jakiś czas wraca do Krainy Czarów; w domu postrzegana jest jako wariatka, jej ojciec układa sobie życie na nowo, a Alicję umieszcza w szpitalu psychiatrycznym. W Krainie Czarów poza Czerwoną Królową pojawia się jeszcze jeden „czarny charakter” – Jafar ( ten z „Alladyna”), który poszukuje Cyrusa – dżina, ukochanego naszej Alicji. Historia jest dość pogmatwana (to tylko spin off do „Once Upon A Time”; być może gdybym oglądała tamten serial, to nie byłaby taka skomplikowana, nie wiem :-D ).

Najbardziej podobał mi się brytyjski akcent Michaela Socha. Jest po prostu cudowny…  Z resztą Walet Kier to chyba moja ulubiona postać. Tak naprawdę jemu kibicowałam bardziej niż Alicji. Według mnie jest to świetna postać, o której bardzo dużo wiemy i naprawdę mamy szansę go polubić. Dodatkowo jest dość skomplikowany, nigdy do końca nie wiadomo, jak się zachowa, bo nie ma serca…

Moja ulubiona bohaterka to Lizard, która pojawiła się tylko w kilku odcinkach, a już zdobyła moją sympatię. W wersji polskiej – Mgiełka. 

Aktorsko zdecydowanie wyróżnia się Czerwona Królowa zagrana przez Emmę Rigby. Według mnie ma dość nietypową urodę; podobały mi się jej oba „wcielenia”. Postać Królowej się wyróżnia, ale Ana z retrospekcji też ma w sobie coś wyjątkowego. Chętnie obejrzałabym coś więcej z tymi aktorami.

Niewiele mam do powiedzenia na temat Alicji i Cyrusa, bo nawet jak na baśniowy serial było odrobinę zbyt…cukierkowo. To chyba dobre słowo…

Nie podobała mi się sztuczność Krainy Czarów. Za każdym razem, kiedy ktoś wędrował po Krainie, miałam wrażenie, że są po prostu wklejeni :-( A szkoda… 

Dziwi mnie to, co zrobiono z dwoma postaciami. Wszyscy inni są raczej dopracowani, ale to, jak wyglądają Jabberwocky i (nie pamiętam, czy w serialu pada jej imię) „Samara ze studni” jest dziwne…  :-?

Z całego serialu został mi w głowie cytat Jabberwocky:
„Nobody is born a monster. We are made”

Poza tymi kilkoma sprawami, które mi się nie podobały, serial jest naprawdę dobry  ;-) i polecam każdemu, kto lubi takie klimaty.
Podoba Wam się mój kot z Cheschire?

Tydzień ładnej pogody

Wiecie co ostatnio staram się ograniczyć? Narzekanie. Bo tak naprawdę to ona zabiera najwięcej radości. Czy nie byłoby łatwiej pogodzić się z tym, na co nie mamy wpływu, machnąć ręką i pójść dalej? Pewnie tak… Nie ma się co oszukiwać; czasem najzwyczajniej w świece lubimy być tymi, którzy mają wiecznie pod górkę – nawet wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze. Bo to przecież zły omen! To znaczy, że później będzie już tylko gorzej. 

Tak strasznie narzekałam na deszcz; tak bardzo czekałam na Słońce; tak marzyłam o opalaniu i wiecie co? Wreszcie przyszły upały, a ja spędziłam tydzień za kierownicą, załatwiając różne sprawy i biegając jak szalona (bo jakby to było, gdyby wszystko dało się zaplanować wcześniej  :-P ). No cóż mam nadzieję, że przyszły tydzień też będzie cieplutki, a mi będzie dane rozwalić się na leżaku…

U Was też było tak ciepło? Czy dotarły do Was te wszystkie ciemne chmury, które nękały Wielkopolskę w ubiegłym tygodniu?  :-D

Miejsce, w którym czas się zatrzymał

Błądzisz wąskimi uliczkami miasta, rozglądasz się i masz wrażenie, że czas się zatrzymał. Właściwie nie… On się nie zatrzymał, on się cofnął…i to co najmniej o kilka setek lat. Oglądasz od dawna nie tknięte mury, wszystko wokół Ciebie tworzy spójną całość, nie ma żadnego elementu, który nie pasuje do układanki; żadnego budynku, który burzyłby harmonię wokół Ciebie. Idziesz dalej i nawet nie wiesz, kiedy miasto Cię wchłania. Obraz na długo zostanie w Twojej głowie; kto wie, być może kiedyś zechcesz tam wrócić…

20170602_121049

Witajcie!  :-D Dzisiaj kolejny post związany z moim wyjazdem do Włoch. Tak wiem za każdym razem piszę o tym jak to było pięknie, ale prawda jest taka, że każde miejsce było jeszcze piękniejsze od poprzedniego. Mam dla Was kilka zdjęć ze Sieny, czyli miasta, które było dla mnie chyba największą niespodzianką.

20170602_103458Siena była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W życiu nie spodziewałabym się tak pięknego miejsca. Już z mojego wstępu możecie się domyślić, że uwielbiam miasta, które są spójne – albo nowoczesne, albo zostawione takie, jakie były (ewentualnie odrestaurowane  ;-) ); męczy mnie widok wieżowców tuż obok jakichś starych, zabytkowych budynków… 

20170602_110833To właśnie takie miasto, gdzie wszystko jest na swoim miejscu (jeśli pominiemy fakt, że można do niego wjechać ruchomymi schodami…  :-D ). Skąd wyjątkowość tego miasta? Siena i Florencja konkurowały ze sobą, oba miasta były odnawiane, udoskonalane, przerabiane do czasu, kiedy Florentczycy podbili miasto. Wtedy rozwój Sieny został zatrzymany. Florencja zmieniała się, rozwijała, a Siena stanęła w miejscu… 

20170602_121103W XIII w. w Sienie zbudowano katedrę Matki Bożej Wniebowziętej; katedra jest ogromna – nie chciałabym wprowadzić Wam w błąd, ale jeśli dobrze pamiętam, wkrótce potem we Florencji powstała jeszcze większe Santa Maria del Fiore – a mieszkańcy Sieny chcieli mieć katedrę większą od tej we Florencji, więc rozpoczęto planować rozbudowę. Chciano wykorzystać dłuższą nawę katedry, jako krótszą nawę tej planowanej. Niestety w 1348r. wybuchła epidemia dżumy, która drastycznie zmniejszyła ludność miasta (aż o 2/3); plany powiększenia katedry trzeba było odłożyć na bok. Planów nigdy nie udało się zrealizować. Jednak gdyby nie dżuma, a później zdobycie przez Florentczyków w XVw., byłaby to największa katedra na świecie. 

20170602_105056

Lubicie takie klimatyczne miejsca?  ;-) 

Lipiec w skrócie

Witajcie! Miesiąc temu nie robiłam żadnego podsumowania, bo na blogu działo się niewiele, a prywatnie byłam przejęta wynikami matury, przygotowaniami do przyjęcia, na które szłam, później biegiem na uczelnię, żeby złożyć dokumenty i jeszcze parę innych spraw. Ale mogę śmiało powiedzieć, że ten miesiąc był chyba najlepszym w tym roku jeśli chodzi o moją aktywność tutaj  ;-) Poza tym jednym tygodniem wyjętym z życia było całkiem nieźle. 

Starałam się przynajmniej raz w tygodniu opowiedzieć Wam o tym, jak mijają mi wakacje; pojawił się post na temat tego, co robię przed komputerem w ponure dni, pokazałam Wam też ilość kilometrów przejechaną rowerem w jednym z lipcowych tygodni – w sumie w lipcu zrobiłam prawie 90km, pokazałam Wam zdjęcia z jednego z moich wypadów z aparatem, a na koniec po raz kolejny przypomniałam sobie o kolorowankach antystresowych. Postaram się kontynuować takie wpisy :-) Podoba mi się pomysł, by co niedzielę opowiedzieć o tym jak minął mi tydzień.

WRESZCIE zebrałam się do napisania kilku słów o książce „Bezpieczna przystań”. W zeszłym roku musiałam czekać z napisaniem postu do przeczytania książka, teraz czytam zdecydowanie więcej (może dlatego mam mniej czasu na pisanie?  :-? ) i mam całą masę książek, o których chciałabym choć wspomnieć, ale po prostu nie mam kiedy. „Bezpieczną przystań” czytałam jakoś w lutym…

Na blogu pojawiły się też posty z Rzymu, z mostu św. Anioła i z Watykanu. Mam w zanadrzu jeszcze kilka miejsc; oczywiście ja albo zapominam aparatu, albo on mi się rozładowuje, albo światło jest nie takie, jakie być powinno, albo nie potrafię znaleźć odpowiednich słów na opisanie tych miejsc i generalnie wszystko jest przeciwko mnie  :roll: ale mam w zanadrzu jeszcze kilka miejsc; mam nadzieję, że wkrótce się pojawią (postaram się co piątek wrzucać coś nowego!).

Jak zwykle mam masę pomysłów, kompletnie nie wiem od czego zacząć (i tak naprawdę to jest największy problem – nigdy nie wiem za co zabrać się najpierw; robię pięć rzeczy na raz i później każda z nich trwa w nieskończoność  :-x ). 

Nie mogę narzekać, bo w lipcu sporo wydarzyło się po mojej myśli  :-D Teraz tylko pozostaje pytanie, czy wszystko sobie dobrze wymyśliłam… Zobaczymy…
A co u Was?

Powrót do kolorowanek

Minął kolejny tydzień wakacji. Pogoda nadal nie dopisuje; strasznie szkoda, bo nie można sobie zaplanować żadnych typowo letnich zajęć, na które przecież czeka się cały rok! Chociaż muszę przyznać, że wczoraj zaczęło się robić odrobinę ładniej, a dzisiaj nawet można by się poopalać, więc jest nadzieja na przyszły tydzień… Trzymajcie kciuki! 

W tym tygodniu miałam trochę zajęć, trochę byłam poza domem, trochę się pokręciłam i nie wiem, kiedy te siedem dni minęło. I tak naprawdę nie potrafię konkretnie powiedzieć, czy zrobiłam coś produktywnego. Czuję się trochę tak, jakby to było kręcenie się bez żadnego większego celu. Chociaż nie powiem… Ostatnio dostaję same dobre wiadomości :-P No i przede wszystkim trzeba zebrać siły przed październikiem.

Wpadły mi w ręce moje kolorowanki antystresowe i trochę sobie w nich pobazgrałam. Zawsze upchnę je w najciemniejszy kąt i potem o nich zapominam…

DSC02258A jak Wam minął ten tydzień?  :-D