Lipiec w skrócie

Witajcie! Miesiąc temu nie robiłam żadnego podsumowania, bo na blogu działo się niewiele, a prywatnie byłam przejęta wynikami matury, przygotowaniami do przyjęcia, na które szłam, później biegiem na uczelnię, żeby złożyć dokumenty i jeszcze parę innych spraw. Ale mogę śmiało powiedzieć, że ten miesiąc był chyba najlepszym w tym roku jeśli chodzi o moją aktywność tutaj  ;-) Poza tym jednym tygodniem wyjętym z życia było całkiem nieźle. 

Starałam się przynajmniej raz w tygodniu opowiedzieć Wam o tym, jak mijają mi wakacje; pojawił się post na temat tego, co robię przed komputerem w ponure dni, pokazałam Wam też ilość kilometrów przejechaną rowerem w jednym z lipcowych tygodni – w sumie w lipcu zrobiłam prawie 90km, pokazałam Wam zdjęcia z jednego z moich wypadów z aparatem, a na koniec po raz kolejny przypomniałam sobie o kolorowankach antystresowych. Postaram się kontynuować takie wpisy :-) Podoba mi się pomysł, by co niedzielę opowiedzieć o tym jak minął mi tydzień.

WRESZCIE zebrałam się do napisania kilku słów o książce „Bezpieczna przystań”. W zeszłym roku musiałam czekać z napisaniem postu do przeczytania książka, teraz czytam zdecydowanie więcej (może dlatego mam mniej czasu na pisanie?  :-? ) i mam całą masę książek, o których chciałabym choć wspomnieć, ale po prostu nie mam kiedy. „Bezpieczną przystań” czytałam jakoś w lutym…

Na blogu pojawiły się też posty z Rzymu, z mostu św. Anioła i z Watykanu. Mam w zanadrzu jeszcze kilka miejsc; oczywiście ja albo zapominam aparatu, albo on mi się rozładowuje, albo światło jest nie takie, jakie być powinno, albo nie potrafię znaleźć odpowiednich słów na opisanie tych miejsc i generalnie wszystko jest przeciwko mnie  :roll: ale mam w zanadrzu jeszcze kilka miejsc; mam nadzieję, że wkrótce się pojawią (postaram się co piątek wrzucać coś nowego!).

Jak zwykle mam masę pomysłów, kompletnie nie wiem od czego zacząć (i tak naprawdę to jest największy problem – nigdy nie wiem za co zabrać się najpierw; robię pięć rzeczy na raz i później każda z nich trwa w nieskończoność  :-x ). 

Nie mogę narzekać, bo w lipcu sporo wydarzyło się po mojej myśli  :-D Teraz tylko pozostaje pytanie, czy wszystko sobie dobrze wymyśliłam… Zobaczymy…
A co u Was?

Podróż inna niż zwykle

Lubię typowo turystyczne zwiedzanie, nawet najbliższej okolicy (chyba, że miałabym po raz setny słuchać o poznańskich koziołkach… Naprawdę znam ją na pamięć  ;-) ). Tym razem mój wyjazd był kontynuacją projektu z poprzednich lat. Wyjazd zorganizowany jako wymiana uczniów z Polski i Niemiec. Temat projektu trudny, pierwsza i druga wojna światowa, pokój w Europie. Nie chciałabym dzisiaj pisać o wszystkich moich przeżyciach, emocjach, które mi towarzyszyły. Częścią podzielę się z wami, kiedy przyjdzie na to odpowiedni czas, część pewnie na zawsze zostawię tylko dla siebie. Początkowo chciałam zrobić dzisiaj wpis o miejscowości, w której mieliśmy nocleg, ale stwierdziła, że takie wprowadzenie jest konieczne.
Nie było mnie od soboty do piątku, ale trzeba liczyć sporo godzin drogi autobusem (byliśmy na granicy niemiecko-francuskiej, spędziliśmy trochę czasu w Niemczech, trochę we Francji). Mam trochę zdjęć z tego wyjazdu… Może nie tak dużo, jak mogłabym mieć. Po prostu zwiedzaliśmy takie miejsca, gdzie nie zawsze miałam ochotę robić fotki, bo wydawało mi się to niestosowne. Oczywiście to nie znaczy, że nie mam żadnych. Chociaż myślę, że nie wszystkimi będę chciała się z wami podzielić. Myślę, że to zrozumiecie. Muszę dokładnie te wpisy przemyśleć, bo chciałabym, żebyście jak najlepiej zrozumieli te najważniejsze rzeczy. Dlatego nie wiem, czy nie zacznę od tych lekkich postów, a dopiero potem przejdę do tych trudnych. Poza tym chciałabym napisać coś o moich przemyśleniach. Nie wiem, czy jakoś to podzielę, czy zrobię jeden większy wpis…
Oczywiście nie myślcie, że to był jakiś smutny wyjazd! Mieliśmy sporo zwiedzania i zobaczyłam też naprawdę piękne miejsca w tych miastach, które zwiedzałam  ;-) Muszę to jeszcze dokładnie przemyśleć… Postaram się, żeby posty związane z moim wyjazdem będą pojawiały się co piątek, będzie ich kilka. Chciałabym, żeby były dopracowane, nie chcę pisać ich tak „z doskoku”.

Na koniec życzę wam miłego piątkowego wieczoru!  :-D Dajcie mi znać co myślicie, może macie jakieś wskazówki?

„Czas wolny” czyli największa fatamorgana na świecie

Witajcie!  :-D
„Już za parę dni, za dni parę wezmę plecak swój…” gitary nie wezmę, bo już kiedyś to się dla mnie źle skończyło. W końcu szkoła to nie miejsce na rozwijanie hobby! A może jednak?  :-P Jednego jestem pewna. Zdecydowana większość ludzi nie lubi wypadać z rytmu. Rytmu dnia, oczywiście. O wiele łatwiej mi się zmobilizować, kiedy wiem, że muszę zrobić „to, to, to i jeszcze tamto”. Kiedy brakuje tego motoru napędowego, który sprawia, że wstaję wcześnie i siłą rzeczy muszę jakoś się dobudzić, nie do końca potrafię sobie zorganizować dzień. Próbuję, czasem się uda, czasem nie. Zdecydowanie częściej się nie udaje, ale się nie zniechęcam. Jak co roku tyle sobie obiecywałam zrobić. Prawda jest taka, że ten czas uciekł mi jak woda i nie wiele z moich planów udało się zrealizować. To nie znaczy, że nie mam powodu do dumy. Wręcz przeciwnie! Mimo, że nie wszystko mi się udało, były to pierwsze wakacje, po których mam wrażenie, że były produktywne. Dały mi sporo czasu na przemyślenia, czasu którego potrzebowałam na podjęcie różnych decyzji. Mam nadzieję, że od września uda mi się „ruszyć z kopyta” i pójść na przód. Mam zamiar wykorzystać jeszcze jutrzejszy dzień  :-D Właściwie…dzisiejszy.

Jednak prawda jest taka, że nie ma większego kłamstwa nad „czas wolny”, bo w tym czasie nigdy nie robi się tego co się ma zaplanowane!

Dobranoc  ;-)

Piszę, kiedy mam taką potrzebę

Witajcie!
Dzisiaj będzie trochę mojej gadaniny… No dobrze, „pisaniny”. Mojego „gadania” moglibyście nie wytrzymać  ;-)

Założyłam bloga z myślą o tym, że będę pisała codziennie, że będę pisać o tym co dobrego się wydarzyło danego dnia. Poza tym czasem było mi ciężko, najzwyczajniej w świecie. Moim znajomym ciężko w to uwierzyć, ale jestem nieśmiałą osobą, ciężko mi się przed kimkolwiek otworzyć, to miało być takie moje miejsce. Wyszło trochę inaczej. Przede wszystkim nie piszę codziennie. Nie chcę pisać po to, żeby pisać. Chciałabym, żeby to było coś konkretnego. Być może czasem wygląda to na takie „opisywanie zupełnie nieistotnych rzeczy”. Zazwyczaj wtedy jest to coś pozytywnego, coś co naprawdę naładowało mnie pozytywną energią i chcę się tym z Wami podzielić.
Czasem mam takie dni, kiedy mam zły humor, wszystko idzie nie tak, jakbym chciała. Takie dni dzielą się na dwie kategorie.
Pierwsza to takie dni, gdy mam potrzebę pisania. Staram się nie iść w tę stronę, żeby był to blog o wszystkich moich żalach, z resztą to o nich mówi mi się najciężej albo w ogóle nie chce mi się o nich mówić. Wybieram wtedy temat z mojej (długiej) listy pomysłów na takie właśnie okazje, siadam i piszę. Wczoraj pisałam o kolorowankach antystresowych. Dla mnie niezastąpione jest właśnie pisanie. Wcale nie muszę pisać o tym co mnie boli. Wystarczy, że oderwę się od wszystkiego.
Do drugiej kategorii zaliczają się takie bezsensowne momenty. Nawet kiedy próbuję coś napisać, każde zdanie wydaje mi się puste. Tak jakby były to same literki bez treści, bez znaczenia. Zazwyczaj poprawiam jeden wers tyle razy, że potem nie wiem co brzmi dobrze, co źle. Kończy się tym, że usuwam całość.
Myślę, że każdy kto cokolwiek „tworzy” ma coś takiego  :-)

Pozdrawiam
~Leseratte

Nie oceniam ludzi po metkach

Witajcie!  :-D
 Przyznaję, że tak się przyzwyczaiłam do (prawie) codziennego blogowania, że trochę zatęskniłam przez te cztery dni… Już od dłuższego czasu chciałam tutaj napisać o pewnej kwestii, tylko nie do końca wiedziałam jak się za to zabrać. Zastanawiałam, czy w ogóle napisać, ale w końcu stwierdziłam, że jakby nie było to jest mój kawałek internetu  ;-)
Często zauważam u ludzi skłonność do oceniania innych biorąc pod uwagę statu materialny. Uważam, że jest to najgłupszym pomysłem na świecie. Czy naprawdę nie jest ważne to co mamy w środku tylko to, co mamy na sobie? Czasem odnoszę wrażenie, że świat zwariował… Zostałam wychowana na bajkach Disneya, wierzę w to, że dobro zawsze wygrywa. Inni pewnie myślą, że jestem strasznie naiwna, ale tak właśnie jest. Nie ważne czym jakiś człowiek różni się ode mnie. Zawsze wolę najpierw go poznać i dowiedzieć się, jakim jest człowiekiem. Wiem, że jest sporo ludzi, którzy też mają takie poglądy i bardzo mnie to cieszy, ale wiem też, że jest cała masa ludzi, którzy nie dadzą szansy innej osobie. Jeszcze kiedy miałam mojego pierwszego bloga (jakieś 8 lat temu  8-O), ktoś skomentował któryś z moich postów i zostawił link do siebie, zazwyczaj sprawdzam takie linki, bo lubię poczytać blogi innych, spędzam tak sporo czasu i to był jeden z pierwszych blogów, który aż mnie zmroził. Jeżeli dobrze pamiętam to autorką była jakaś dziewczyna, a ogólnym celem bloga było promowanie kupowania drogich ubrań itd., wszystko byłoby ok, bo każdy ma prawo do pisania tego, co uważa, ale nie rozumiem po co, były wszystkie wpisy, które aż ociekały nienawiścią, pełne wyzwisk na osoby, które kupują tańsze rzeczy. Uważam, że to nie jest do końca w porządku… 
Ja mam zupełnie inne spojrzenie na tą kwestię. Ciągle się uczę, nie zarabiam swoich pieniędzy. Mam jedynie stypendium, które wydaje na co chcę, bo nikt mi nic nie narzuca. (Zazwyczaj wydaję na książki, bo ewidentnie mam z tym problem  :-D ) Jak każda dziewczyna lubię mieć pełną szafę, żeby móc wybierać. Ubrania kupuję albo na przecenach, albo nawet w second handach. Nie mam z tym problemu  :-) Lubię takie zakupy, bo wyszukiwanie „perełek”, które idealnie się wpasują do całej mojej garderoby sprawia mi masę radości. To jest dla mnie idealne rozwiązanie zwłaszcza, że jestem typem osoby, która nienawidzi zakupów, tego okropnego biegania od sklepu do sklepu, przymierzania i tych mas ludzi gotowych Cię zadeptać. 
A co wy myślicie? 

Pozdrawiam  :-)
~stęskniona Leseratte