Maraton filmowy

Witajcie!  :-D Dzisiaj będzie o filmach, bardzo od siebie różnych (przynajmniej tak mi się wydaje…), które obejrzałam w ostatnim czasie.

DSC02323

Zacznę od filmu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dawno nie oglądałam tak dobrej produkcji. Wzruszyłam się; to coś znaczy. Bardzo rzadko się wzruszam i zdecydowanie niewiele rzeczy powoduje u mnie wzruszenie. Poza tym nie jestem jedyną osobą, która zaczęła się rozklejać…
Jeśli ktoś oglądał „Nietykalnych” i lubi oglądać Omara Sy na ekranie – polecam podwójnie. Na pewno się nie zawiedzie – „Jutro będziemy szczęśliwsi”.
Film o wielkiej miłości, o ojcowskiej więzi, o tym, że żyć trzeba tu i teraz i o tym, że nie wszyscy musimy prowadzić dokładnie takie samo życie.



Kolejny film to typowe kino dla nastolatków, które jest przewidywalne (czasem robione trochę na siłę) i może jeszcze raz dodam, że jest przewidywalne  ;-) Raz na jakiś czas – może być; częściej – raczej nie polecam…
Oglądałam po raz pierwszy; a teraz widzę, że niedługo stuknie mu dziesięć lat. Po za tym ciągle miałam wrażenie, że patrzę na Ashley Tisdale (taki uraz pokolenia „High School Musical, wybaczcie…), a to przecież Emma Roberts zagrała Poppy!



Następny kompletnie mi nie przypasował… To nie do końca moje kino (możliwe, że nie podobał mi się, bo nie widziałam poprzedniej części). Jakoś tak nie za bardzo do mnie przemówił. Na dodatek oglądałam w tv, a nie na komputerze. Jakoś tak… Odzwyczaiłam się, gorzej mi się ogląda.



Za każdym razem, kiedy oglądam filmową adaptację jakiejś powieści Nicholasa Sparksa, czuję niedosyt. Zupełnie tak, jakby reżyser pomijał coś, co powoduje, że historia w książce była tak dobra. Tak… Wiem, że nie wszystko technicznie można pokazać na ekranie. Ale i tak czegoś mi brakuje  :-( Miałam to samo uczucie, kiedy oglądałam „Bezpieczną przystać” (wcześniej czytałam), a tym razem obejrzałam „List w butelce”, nie czytając wcześniej książki. Na pewno nie jest to sprawka reżysera, bo za każdy projekt zabrał się kto inny. Historia nadal jest piękna, ale umówmy się… Na ekranie raczej typowo „babska”.



Na koniec zostawiłam „Zgon na pogrzebie”. Dość specyficzny humor i raczej nie polecam oglądać każdemu. Jak dla mnie, poza kilkoma scenami, jest do przyjęcia. W dodatku w zwiastunie nie ma ani słowa o tym, co w filmie jest najważniejsze: czyli konflikt pomiędzy braćmi. Jeden z synów zmarłego jest przez wszystkich podziwiany, jest (rzekomo) bogatym pisarzem, właściwie jest dla nich jak ósmy cud świata. Tymczasem Daniel ciągle stoi w jego cieniu, a to na niego spadają wszystkie obowiązki; to on czuje się odpowiedzialny za rodzinę. No ale…trailery nigdy nie pokazuję wszystkiego  :-P



Oglądaliście któryś z filmów? Co sądzicie? Macie podobne wrażenia do mnie, czy może zupełnie inne?

„Wenecja” potrafi poruszyć serce

Wpadło mi w ręce jakieś pisemko, w którym pojawił się wywiad z Grażyną Błęcką-Kolską. Właściwie kojarzyłam tę aktorkę tylko z filmu „Kogel-Mogel”. Pod wywiadem było wymienionych kilka innych filmów, szczególnie zainteresowała mnie „Wenecja”. Skądś kojarzyłam ten tytuł, ale nie mogłam sobie przypomnieć samego filmu. Zazwyczaj potrafię przykleić do tytułu chociaż taki ogólny zarys fabuły, a tu nic, czarna dziura. Może nie do końca taka czarna, bo pamiętałam mniej więcej strój głównego bohatera… Wydedukowałam sobie, że musieliśmy oglądać film w szkole, a mnie nie było ani na początku, ani na końcu. Miałam taki wyrwany obraz, który nie mógł mnie zaciekawić, bo nikt nie potrafił streścić co działo się wcześniej. Do poniedziałku mam wolne, więc z lekkim sercem pozwalam sobie na zarywanie nocy czytając albo oglądając filmy. Jak już wspominałam (z tysiąc razy) często trafiam tak, że jedna tematyka przewija mi się w kilku dziełach na raz, jest to kompletnie niezależne ode mnie, ale tak się dzieje. Czytam „Inferno”. Kiedy dotarłam do momentu, w którym padło porównanie do zatopionej Wenecji, stwierdziłam „Muszę obejrzeć ten film”.
Po takim króciutkim wstępie mogę Wam opowiedzieć o tym, jakie wrażenie na mnie wywarł  :-D

Nie będę się rozwlekać nad każdym fragmentem filmu. Powiem po prostu, że moim zdaniem jest wart zobaczenia. Chciałam znaleźć konkretne sceny, ale nawet youtube nie podołał temu zadaniu…
Początek filmu to wiosna 1939 rok, mały Marek ogromnie chce odwiedzić tytułową Wenecję, o której tyle słyszał od swojej rodziny. Kocha to miasto, chociaż jeszcze nigdy w nim nie był. W jednej z pierwszych scen Marek pisze list o tym, co chciałby robić w życiu, czego chciałby dokonać i ten motyw ciągle powraca; w odpowiednich momentach dowiadujemy się, co jeszcze wymienił. Z powodu trudnej sytuacji politycznej rodzina chłopca decyduje się jedynie na wyjazd na wieś do ciotki Weroniki.
Nie chcę zdradzać Wam całej fabuły… Tak bardzo korci mnie, żeby napisać jakie sceny utkwiły mi w pamięci! Postaram się nie spoilerować…

Pierwsza scena, w której pojawia się Weronika: mały chłopiec z sąsiedztwa – Naumek tańczy z butelką na głowie, Weronika patrzy na niego jednym okiem, nie jest za bardzo zainteresowana, ma ważniejsze sprawy. Ta scena nabiera zupełnie innego wymiaru, kiedy dodam, że taniec Naumka to (zgodnie z tym, co mówi bohater) bardzo trudny żydowski taniec. Jeśli obejrzycie film do końca, na pewno przypomnicie sobie tą scenę…
Nie wspomniałam jeszcze czym dokładnie jest Wenecja! W wyniku awarii do piwnicy dostała się masa wody, bohaterowie za namową Marka tworzą tam odwzorowanie włoskiego miasta; właśnie w tej piwnicy odbędzie się słynny wenecki karnawał i tam będzie rozbrzmiewała muzyka. Stworzyli sobie świat, który odrywał ich od okrutnej rzeczywistości wojny, dorosłych od ich problemów, a dzieci od konieczności szybkiego dorastania.

Wzruszyłam się na tym filmie… Wzruszyłam się, kiedy Naumek grał w zatopionej piwnicy na skrzypach, a wszyscy słuchali go z zapartym tchem. Kiedy skończył dostał cukierka i buziaka od jednej z koleżanek. W następnej scenie niemiecki żołnierz robi zdjęcia, śmieje się, gra na skrzypcach chłopca; śmieje się z tego, że ten nie chciał oddać instrumentu, kiedy mu kazano. Chyba nie muszę dodawać, jaki los spotkał małego muzyka.

Początkowo chciałam opisać wszystko co zostało mi w pamięci po filmie, ale teraz do mnie dotarło, że post byłby okropnie długi i nie wiem, kto zdecydowałby się go przeczytać w całości. Jestem zachwycona, naprawdę.
Dzisiaj też miałam obejrzeć jakiś film, ale wciąż mam w głowie tę historię i chyba nie umiem wziąć się za kolejną  ;-)

Dobrej nocy!

 

„Chłopak z sąsiedztwa” Rob Cohen

Wczoraj zapytałam was jakie macie plany na dodatkową godzinę związaną ze zmianą czasu. Ja wzięłam się za oglądanie filmu. Zrobiłam mały wyjątek od reguły i zdecydowałam się oglądać samotnie (brzmi trochę desperacko  :-P ale wy wiecie, że zwyczajnie wolę oglądać produkcje w dobrym towarzystwie).

Zwiastun zaciekawił mnie już jakiś czas temu, film pojawił się w kinach wiosną zeszłego roku. Sporo się mówi o produkcjach Cohena, czytałam opinie zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Przyznam, że włączając film po obejrzeniu trailer’a, spodziewałam się czegoś innego. Nie znaczy to, że film mnie zawiódł. W każdym razie nie w całości.
Byłam w szoku, kiedy zobaczyłam, że Jennifer Lopez dostała za tą rolę nominację do Złotej Maliny. Według mnie zagrała naprawdę dobrze. W ogóle gra aktorska jest jedną z mocnych stron filmu. Jednocześnie za tą samą rolę dostała nagrodę za najlepiej odegraną scenę przerażenia i była nominowana jak najlepsza aktorka w dramacie.
Co jeszcze jest mocną stroną filmu?
Zdecydowanie muzyka… W pierwszej chwili uświadomiła mi, że to będzie coś innego niż zapowiadał zwiastun. (Chociaż teraz włączyłam sobie trailer po raz drugi i zauważyłam, że muzyka w nim też jest świetnie dobrana).
Fabuła? Ciekawa. Mąż Claire chce oo niej wrócić po tym, jak ją zostawił. W sąsiedztwie pojawia się Noah, czyli oczywiście tytułowy chłopak, który szaleje za naszą główną bohaterką. Spędzają ze sobą jedną noc, po której Claire tłumaczy mu, że to nic nie znaczyło, że nie powinni byli itd. Tutaj pojawia się „mały” problem. Noah zaczyna za nią szaleć, dosłownie. Robi wszystko, żeby zaprzyjaźnić się z jej synem, który nie ma zbyt wielu znajomych, stopniowo nastawia go przeciwko ojcu.
Natknęłam się na opinię, że każdy kto ma powyżej 25 lat an pewno widział już coś takiego, że film nie jest zbyt oryginalny. Ta sama osoba nic nie odpowiedziała zapytana przez kogoś o konkretne tytuły. Nie wiem czy mogę w to wierzyć. Oceniłabym film bardzo wysoko…gdyby nie zakończenie.
Ostatnie sceny zepsuły wszystko… Naprawdę. Chyba miało być drastycznie, wyszło trochę obrzydliwie, odrobinę tandetnie. Miałam wrażenie jakby były stylizowane na tani horror. Albo jakby to miała być scena rodem z horroru, a brak funduszy dał o sobie znać. Jeśli oglądaliście, powiedzcie co sądzicie. Nie do końca wiem, co myśleć. Tyle plusów, tak dobrze rokował, aż tu nagle czar prysł. Byłam w stanie wybaczyć wszystkie ewentualne niedociągnięcia… Powiedziałabym, że 6/10.
Swoją drogą zawsze daję podobną liczbę punktów, ale to tylko dlatego, że nie piszę wam o tych filmach, które uważam za zmarnowany czas… Bo po co miałabym to robić?

Życzę wam udanego poniedziałku   :-D Poniedziałki bywają trudne, cieszę się, że jutrzejszy będzie dla mnie…”nieponiedziałkowy” (?), bo wolny. Tylko zapomniałam kupić choć trochę cukierków i nie wiem co dam poprzebieranym dzieciakom, kiedy jutro przyjdą. Może wcale nie być tak miło  :-P
~Leseratte

„7 rzeczy, których nie wiecie o facetach”

Po raz kolejny zdecydowałam się obejrzeć polską komedię. Jak wiecie nie lubię samotnie oglądać filmów, dlatego wybrałam coś z Pawłem Domagałą, który jest ulubionym aktorem mojej drugiej połówki, tak żeby nie mógł protestować  ;-) Bardzo przypadła mi do gustu obsada filmu, pojawiła się tam masa osób, które lubię oglądać.

Poznajemy 6 facetów, którzy są w zupełnie różnych momentach swojego życia. Ricky (Zbigniew Zamachowski) nagrywa płytę, jest bardzo wrażliwy i dotykają go złośliwości od pseudofanów, boli go też brak prawdziwego przyjaciela… W rolę Kordiana wcielił się Maciej Zakościelny, pracuje nad płytą Rickiego i otwarcie mówi mu co myśli o jego muzyce. Jak to się dla niego kończy? Nie dość, że musi przeprosić, to jeszcze w jego drzwiach pojawia się właśnie urażony wcześniej muzyk i oznajmia, że się do niego wprowadza  ;-) Mikołaj Roznerski, czyli Tomasz, od lat w stałym, szczęśliwym związku, ma brać ślub, ale czy na pewno tego chce? I co będzie, kiedy na jego drodze pojawi się druga kobieta? Stefan (Leszek Lichota) jest byłym żołnierzem, ma zespół stresu pourazowego, jest agresywny i nie potrafi nad sobą panować. Strasznie mi żal Jarosława (Piotra Głowackiego), który został dość znacznie poturbowany przez Stefka. Niestety połączyła ich miłość do tej samej kobiety… Na koniec Paweł Domagała w roli Filipa, lekko zakręconego (zazwyczaj ma takie role  ;-) ), bez jakiejś stałej pracy, , ale ze świetnym pomysłem na biznes. Poza tym ma niedługo zostać ojcem.

Tym razem to nie rola Pawła Domagały była dla mnie najlepsza, zdecydowanie moim numerem jeden w tym filmie jest Jarosław  :-D

„Następcy”

Ostatnio wspominałam, że rzadko oglądam filmy, a dzisiaj będzie własnie o filmie… Oglądałam go razem z moją młodszą siostrą, z resztą ja bardzo lubię wszystkie disneyowskie produkcje. Lubię filmy, które są podszyte dobrze znanymi baśniami. Jeszcze mi to zostało i prawdopodobnie już na zawsze zostanie  ;-)

Dlaczego właśnie „Następcy”? Film jest o dzieciach dobrze znanych postaci Disneya; tych dobrych i tych złych. Wszyscy związani z tą złą częścią baśniowego świata zostali uwięzieni na Wyspie Potępionych. Jednak na tronie ma zasiąść nowy, młody król, który postanawia dać szansę ich dzieciom. Do Auradonu zostają zaproszeni synowie Jaffara i Cruelli de Mon oraz córki Złej Królowej i Diaboliny. W nowej szkole są traktowani jako zupełnie inni ludzie. Film poświęcony nie tylko tradycyjnej w baśniach walce dobra ze złem, ale także tolerancji.
Tylko czy młode pokolenie zasługuje na to, żeby dostać czyste konto? Czy zgodnie z tym co twierdzą starsi mieszkańcy Auradonu, powinni dalej płacić za błędy swoich rodziców?

W tej produkcji przewinęło się kilkoro aktorów, znanych z innych dzieł tego samego studia. Jak już mówiłam, lubię takie kino, więc ich kojarzę, lubię mniej lub bardziej, ale w większej części mam dobre wspomnienia związane z tymi filmami  ;-)
Film jest całkiem ciekawy, ale jakoś szczególnie nie powala. Moja ocena 5/10

Pytanie na dziś: Lubicie kino disneyowskie?  :-D