Czas na rower

Ostatnio narzekałam na złą pogodę i pisałam o tym, jak to radzę sobie z nudą. Ktoś na górze chyba usłyszał moje narzekanie na wiatr i chłód, dlatego w tym tygodniu uraczył mnie solidnym deszczem… Tuż po tym jak umyłam auto…

Na pewno już kiedyś wspomniałam o tym, że nie cierpię biegać. Prawdopodobnie gdybym zaczęła i złapała bakcyla, to szybko bym to pokochała, ale problem w tym, że nie mogę się zmobilizować, by zacząć  ;-) Za to kocham jazdę na rowerze. I to nie byle jakim. Na moim. Na tym, który ma już swoje lata, ale jest wprost niezastąpiony. Próbowałam już wielu innych, bo zbliża się czas, by go wymienić, ale jakoś żaden mi nie pasuje. Moja teoria jest taka, że ten po prostu sam jedzie po okolicznych ścieżkach. Rowery miejskie odpadają, bo nie dają rady w terenie.
Dla mnie jazda rowerem jest jak medytacja. Zawsze kiedy mam coś do przemyślenia, kiedy muszę się wyciszyć lub uspokoić, biorę rower i jadę przed siebie. W tym tygodniu miałam odrobinę stresu pomimo deszczów udało mi się wykraść kilka chwil dobrej pogody.

20170708_180722

We wtorek zrobiłam swój stały dystans; taki który robię zawsze, kiedy mi się nudzi.Wiatr niemiłosiernie uderzał mnie w twarz, ale na przynajmniej nie padało.

Wtorek1

W czwartek zdecydowałam się na dłuższy dystans, bo byłam bardzo zdenerwowana; cały dzień nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nie zwracajcie uwagi na czas… Po drodze spotkałam przyjaciółkę, z którą nie widziałyśmy się całe wieki i 2km przeszłyśmy, rozmawiając  ;-)

Czwartek1

Wczoraj na zmianę albo lało jak z cebra, albo świeciło ostre Słońce. Chciałam przejechać choć kilka kilometrów, potem zrobiło się naprawdę ładnie; wróciłam po butelkę wody i pojechała dalej. Nie przejechałam tyle ile zamierzałam, bo zaczęło się chmurzyć. Zaraz po moim powrocie do domu znów zaczęło lać…

Sobota 1a

Sobota 1b

A co Wy moglibyście robić cały czas? Co Was uspokaja?  ;-)