Wieczne Miasto

Jadąc do Wenecji miałam pewną wizję tego miasta. Jadąc do Rzymu – kompletnie nie. Może właśnie dlatego zrobił na mnie tak ogromne wrażenie. Zdecydowanie dopisała nam pogoda, dzień był piękny, światło idealne do zdjęć, tłumy turystów – do zniesienia  ;-) Chyba za bardzo przywykłam do miejsc, gdzie trzeba dużo korzystać z wyobraźni, żeby cokolwiek zobaczyć. Poza tym raczej nie lubię, kiedy wszystko jest takie „naupychane”; wiedząc, ile zabytków można obejrzeć w Wiecznym Mieście, nie spodziewałam się tego, że aż tak bardzo mnie urzeknie. Czyli było na zupełnie na odwrót niż z Wenecją. 

Według mnie kilka godzin to za mało, żeby zobaczyć coś tak naprawdę. Jednak wystarczy, żeby wyrobić sobie wstępną opinię na temat jakiegoś miejsca i człowiek od razu wie, czy chciałby tam jeszcze wrócić w przyszłości. Do Rzymu zdecydowanie bym chciała. 

DSCF1814

Przyznam, że to było coś niesamowitego. Widziałam już wiele miejsc, o których wcześniej czytałam, ale nigdy nie miałam takiego uczucia, które towarzyszyło mi tym razem. 

DSCF1819

Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tego, że obraz w Panteonie wygląda prawie jak ten licheński. Niestety wszystkie zdjęcia, które zrobiłam w środku są rozmazane, bo akurat tam był tłok i było ciężko zrobić zdjęcie tak, żeby nikt mnie akurat nie przepchnął  :-|

DSCF1850

Wilczyca, która dziś „strzeże” Forum Romanum niestety nie jest oryginałem, tamta znajduje się w bezpiecznym muzeum, gdzie nie straszna jej aura i dziwne ludzkie pomysły…
DSCF1851

Właściwie to chyba najbardziej czekałam na Forum Romanum. Byłam ciekawa jak to wygląda tak naprawdę, bo poświęca się temu wiele czasu (cała starożytność w szkole średniej przerabiana jest ok. 4 razy…), ale większość ilustracji to ryciny a nie zdjęcia. Po prostu uwielbiam takie miejsca, w których czas się zatrzymał!

DSCF1869

Koloseum zachwyca swoim ogromem. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać, żeby wejść do środka. Ale nawet gdyby – i tak byłoby warto.

DSCF1888

Tylko, że ja nie do końca nadaję się do takich miejsc… Każde miejsce związane z ludzkim cierpieniem przyprawia mnie o ciarki na plecach i powoduje, że długo nie potrafię przestać o nim myśleć…

Jakie miejsca spowodowały, że na zawsze będziecie je pamiętać jako wyjątkowe? Jak dla mnie pierwsze miejsce ciągle zajmuje Drezno. Zawsze byłam pewna, że nic tego nie zmieni. Po wyjeździe do Włoch muszę stwierdzić, że zbyt wiele jeszcze nie widziałam, żeby się tak upierać  ;-) 

Wschodnia Francja w jeden dzień.

Napisałam dzisiaj ostatnią próbną maturę. Jestem z siebie mega dumna, bo (poza matmą) chyba poszło mi całkiem nieźle. Nie mam jeszcze wyników, ale nie było aż tak źle  ;-)

Już kilka  miesięcy temu byłam we Francji, a nadal nie dokończyłam pisania o tym wyjeździe. Niestety najprawdopodobniej utraciłam wszystkie zdjęcia bezpowrotnie. Bardzo żałuję, bo nie mam teraz żadnej prywatnej pamiątki… Karta pamięci podłączona do jakiegokolwiek urządzenia, zaczyna wariować i wymusza jego zresetowanie. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze uratować fotki, bo kilka razy udało mi się dostać do folderu z nimi, ale to nic nie dało – rzekomo ich tam nie ma.

Zwiedzaliśmy Metz, Nancy i Verdun. We wszystkich mieliśmy wolną rękę, jeśli chodzi o zwiedzanie. Bardzo mi się to podobało: jeśli naprawdę chcieliśmy coś zobaczyć, mogliśmy albo pójść do punktu informacji turystycznej, poprosić o mapę, osobiście zdecydować co nas najbardziej interesuje, albo (też całkiem ciekawa opcja) zwyczajnie „pobłądzić” w pobliskich uliczkach. Tak naprawdę każdy z tych sposobów ma swoje plusy i pozwala zobaczyć wiele ciekawych rzeczy.

Francja

Jak pewnie się domyślacie w Metz zdecydowałam się na chodzenie po mieście z planem, a w Nancy wybrałam tą drugą możliwość. Moim punktem wyjścia do przechadzki po mieście był plac Stanisława Leszczyńskiego. Chwila, chwila… Przecież to brzmi…polsko… Nie inaczej. Skąd na francuskiej ziemi  nasz polski król? Nigdy nam nie było jakoś specjalnie daleko od Francuzów, prawda?  :-) Czasy jego panowania w Polsce nie były łatwe. Poza tym przypadają na mój ulubiony okres historyczny, z którego wszystkie daty mi się plączą, więc nie będę Was nimi zasypywać, mogłoby się okazać, że z krótkiego zarysu historycznego powstałaby niezła powieść fantastyczna. Nie jestem pewna na ile mogę ufać przewodnikom, ale podobno plac Leszczyńskiego to jeden z najpiękniejszych miejsc w mieście. Całość zdobi masa ozdobnych, efektownych elementów, które przyciągają zarówno miejscowych jak i spragnionych pięknych widoków turystów.

Na koniec zostawiłam sobie Verdun. Miałam takie założenie, żeby w takich wpisach dzielić się z Wami moimi wspomnieniami, dorzucić parę zdjęć i na tym skończyć. Chciałabym się tego trzymać, żeby nie przedłużać i Was nie zanudzać  :-D Dlatego zafunduję Wam historyjkę o tym, jak wybrałam się kupować pocztówki.
Sporo zajęło mi znalezienie jakiegoś miejsca, gdzie mogłabym je kupić. Szczęśliwa wybrałam kartki i ustawiłam się w kolejce.
„Bonjour” Moja bezbłędna znajomość francuskiego zaczyna się i kończy prawie w tym samym miejscu, więc kiedy zaczęła szybko wyrzucać z siebie kompletnie niezrozumiane dla mnie słowa, zrobiłam szybką kalkulację (Francuzi podobno bardzo nie lubią angielskiego), „Czy mówi Pani po angielsku?” byłoby strzałem w stopę, bo już w ogóle by mi nie pomogła… Zaryzykowałam, wysiliłam szare komórki i przypomniałam sobie, jak powiedzieć „Nie rozumiem”. Pani lekko przygasła, posmutniała, ale doceniła mój wysiłek i po prostu pokazała mi, że chodzi jej o to, czy potrzebuję znaczków… Przy tym nie przestawała mówić, wyszło na to, że do dalszej konwersacji potrzebowałam tylko „Oui” i „Non”, a pani chętnie wypytywała mnie dalej i pożegnała mnie z promiennym uśmiechem  :-D Żeby tylko wszędzie sprzedawcy byli tak weseli…

Na dzisiaj to tyle… Miało być o wiele krócej, przerwałam pakowanie, bo nie dawało mi spokoju, że prawie koniec roku, a ja jeszcze nie opowiedziałam o tylu rzeczach. Jutro rano wyjeżdżam, prawdopodobnie odezwę się do Was dopiero w poniedziałek.

Miłego weekendu, pozdrawiam
~Leseratte

„Epoka lodowcowa: Mocne uderzenie”

Już dawno obiecałam siostrze, że zabiorę ją do kina na coś ciekawego. Najbliższe kino ma dość tanie bilety  i pewnie częściej odwiedzałybyśmy je w czasie wakacji, gdyby nie to, że przez większość lipca było zamknięte. Potem długo czekałyśmy na znalezienie czegoś co nas zainteresuje. Ku mojemu zdziwieniu we wtorek w czasie seansu sala była pełna ludzi w bardzo zróżnicowanym wieku  ;-)

Dobrze pamiętam pierwszą część, na jednej z kolejnych też byłam w kinie, poprzednia mnie rozczarowała. Byłam bardzo ciekawa „Mocnego uderzenia”. Muszę przyznać, że film zrobił na mnie pozytywne wrażenie.
Byłam na wersji w 3D. Kilkakrotnie oglądałam filmy, gdzie nie było żadnej różnicy , tutaj rzuciła mi się w oczy wraz z pierwszymi ruchami wiewióra! Mój ulubieniec, czyli Sid, również mnie nie zawiódł. Rozbawił całe kino już w pierwszej scenie, w której się pojawił.
„Epoka lodowcowa” zawsze słynęła z mocnych tekstów i ciętych żartów, o ile poprzednia część była w tej kwestii robiona trochę na siłę, o tyle tym razem wychodziło to bardzo naturalnie, porównywalnie do nieśmiertelnego „władcy płomieni” z jedynki  :-)
Każda z głównych postaci ma inne problemy. Zawsze podobało mi się to, że każdy z nich ma inny charakter i inne podejście to życia. Zacznę oczywiście od Sidneya, który nieustannie szuka prawdziwej miłości. Biedaczek… Nie miał zbyt wiele szczęścia w poprzednich częściach  :-P Diego martwi się tym, że wszystkie dzieciaki z okolicy się go boją, chciałby mieć własne. Maniek wraz z Elą przeżywają trudny moment w życiu rodzica, ich córka dorasta, chce się usamodzielnić i wyfrunąć z gniazda.
Film był naprawdę świetny! Dawno się tak nie uśmiałam, z resztą nie tylko ja. Nie przesadzę, jeśli powiem, że cała sala reagowała gromkim śmiechem. Zdecydowanie polecam.
Choćbym chciała nie mam się do czego przyczepić: 10/10

Rodzinne wakacje

Witajcie!  ;-)
Dwa tygodnie temu na blogu była krótka przerwa, bo razem z rodzinką wybyliśmy na wspólny weekend. Jesteśmy zwolennikami słodkiego, wakacyjnego lenistwa. Już po raz trzeci wybraliśmy raczej małą miejscowość, ale bardzo wygodną dla turystów – Dźwirzyno. Od Kołobrzegu jest oddalona o kilka kilometrów, spokojnie można przejechać rowerem. W tym roku pogoda za bardzo nie dopisała, ale jeśli w przyszłym też zdecydujemy się na to miejsce, na pewno wybiorę się na taką przejażdżkę. W Kołobrzegu byłam ostatnio jakieś sześć lat temu, chętnie odwiedziłabym to miasto jeszcze raz.
Nie za bardzo udało mi się poplażować, ale wykorzystałam każdą ładną chwilę, a w czasie deszczu chodziłam na spacery  :-P Udało nam się puścić lampion kupiony w zeszłym roku (kupiliśmy go dzień przed wyjazdem, a potem pogoda się popsuła). Lampion przetrwał, może marzenie się spełni… Oczywiście nie zdradzę jakie, żeby nie zapeszyć.

Nad morzem
Tradycyjnie jak co roku nad morzem szukałam miejsc z tanimi książkami. Festiwale Książek trwają tam chyba całe lato  ;-) i czyhają na takich jak ja. Nie mogę powiedzieć, że przepuściłam masę kasy, ale trochę się obkupiłam. Jeśli chodzi o powieści to kupiłam pierwszą księgę „Pamiętników wampirów”, w październiku wychodzi kolejny sezon, a ja dopiero kończę pierwszy. Od jakiegoś czasu mam fazę na wampiry  :-D W księgarni niedaleko mojej szkoły były wszystkie księgi oprócz pierwszej (też na przecenie), dlatego wybrałam tą. Poza tym te pozycje od długiego czasu tkwią na mojej wish list.  Tylko nie planowałam oglądać serialu, podobno bardzo różni się od książki…
Poza tym kupiłam aż trzy książki do francuskiego. Na zajęciach bardziej skupialiśmy się na mówieniu, wykorzystywaliśmy poznane zwroty. Chciałabym trochę zagłębić się w gramatykę. Miałam już podstawowy kurs w domu, więc kupiłam rozmówki, tablice odmian czasowników i zbiór idiomów. Myślę, że się przydadzą. Teraz tylko więcej czasu, żeby jak najszybciej „przerobić” wszystkie te książki. Za „Pamiętniki…” zapłaciłam 15 zł. A każda z książek do francuskiego kosztowała ok. 5 zł. Myślę, że głupotą byłoby ich nie kupić ;-)  Naprawdę nie mam pojęcia, gdzie znalazłabym takie ceny.
Zaciekawiła mnie jeszcze „Moc Twojego umysłu”. Prawdopodobnie będę miała okazję przeczytać, ale jeszcze nie wiem, kiedy będzie moja kolej, bo nie kupowałam swojego egzemplarza  :-P
A wy jak lubicie spędzać wakacje? Morze? Góry? Jezioro? Czy raczej stawiacie na domowy relaks?

Miłego weekendu  ;-)

Mój kolejny powrót!

W końcu znów jestem w domu! Bez dwóch zdań „wszędzie dobrze, ale…”.
Muszę przyznać sama przed sobą, że przez te cztery dni nie tylko zaniedbałam jakiekolwiek ćwiczenia, ale jeszcze (zdecydowanie) nie liczyłam się z kaloriami. Nie mam z tego powodu zbyt wielu wyrzutów sumienia. Raz nie zawsze  ;-) O moim wyjeździe pewnie jeszcze napiszę. W czasie jazdy przesłuchiwałam piosenki Ewy Farnej. Od czasu kiedy byłam na jej koncercie, na powrót zainteresowałam się jej muzyką. Zabrnęłam też w te czeskie kawałki. Przez cały dzień nuciłam sobie „Mám boky jako skříň”. Dawno żadna piosenka nie wpadła mi w ucho aż tak!
Na dobranoc zostawiam Was właśnie z tą nutką ;)